Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Stacja Piąta Aleja! Wysiadać! - czyjeś ręce chwyciły Skippera za skrzydła i wyciągnęły z kanału na chodnik. Światło boleśnie raziło w oczy. Pingwinek pochylił się nad włazem i pomógł wyjść Abigail. Świeże powietrze. Kręciło mu się w głowie. Usiedli oboje pod ścianą i nieprzytomnie rozglądali się po okolicy. Było cudownie ciepło. Pochyliły się nad nimi dwie elegancko ubrane kobiety.
- Z jakich oddziałów? - spytała jedna, podczas gdy druga wcisnęła im w skrzydła po kromce chleba i butelce czystej wody. Nie odpowiedzieli. Abigail zamknęła oczy i opierając się o ramię Skippera zapadła w niespokojny sen. Pingwinek zaś wpatrywał się zafascynowany w restaurację po drugiej stronie ulicy.

Cienka strużka wody spłynęła dziewczynie z włosów. Abigail zadrżała. Skipper ponownie zanurzył szmatkę w wiadrze, a następnie delikatnym ruchem obmył jej okolice oczu i dziób. Przez chwilę mocniej przycisnął mokry gałganek do piórek, walcząc z jakąś upartą grudką zaschniętego błota. Dziewczyna czuła przyjemne ciepło jego dotyku. Milczeli oboje. skipper bardzo delikatnie obmył jej ramiona i brzuch. A potem poszedł po drugie wiadro wody. I trzecie. Czwarte. Piąte...

Abigail obudziła się i zauważyła z przerażeniem, że sąsiedni siennik jest pusty. Łoskot wybuchających w pobliżu bomb odbijał się głuchym echem od marmurowej posadzki. Wstała i rozejrzała się nieprzytomnym wzrokiem po szybko pustoszejącym pomieszczeniu. Trzeba uciekać. Gdzie on jest?
- Skipper! Skipper! - zauważyła go. Stał nieruchomo przy oknie i z obojętną miną wyglądał na dwór.
- Skipper! - dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ciągnąc z całej siły, poprowadziła za sobą jak niesforne dziecko, które nie chce oderwać się od wystawy sklepu z zabawkami. Bombardowanie skończyło się równie niespodziewanie, jak się zaczęło. Tego wieczoru Skipper odezwał się do niej po raz pierwszy od dnia, gdy znaleźli go rannego w Central Parku. Siedzieli przytuleni, ukryci w cieniu zalegającym najbardziej odległy kąt podwórza, by niedawni koledzy z oddziału ich nie spostrzegli. Zabawa trwała w najlepsze, gdy Skipper wstał nagle i wyciągając ku niej skrzydło, zapytał.
- Czy można panią prosić? - ten gest skojarzył jej się z pierwszym ich spotkaniem w Teksasie. I z kanałami, z których wyprowadził ją ku światłu. Wstała. Zatańczyli.
- Jak tylko będzie okazja, uciekniemy z miasta. - szepnęła tuląc się do niego. - Uciekniemy gdzieś daleko i nas nigdy nic nie rozłączy. Tylko ty i ja. Ja chcę żyć z tobą. Chcę żyć dla ciebie. - zamknął jej dziób pocałunkiem. a potem przemknęło mu przez myśl, że tańczy z nią po raz ostatni. Bo musi iść. Wrócić do oddziału.

Abigail obudziła się. Siennik Skippera był pusty. Kierowana złym przeczuciem wstała. Biegała od człowieka do człowieka. Nikt nic nie wiedział.
- Widziałem go dziś rano, kręcił się tu.
- Gadał z jakimiś żołnierzami. Chyba. A może to nie on, nie wiem.
- Z nikim nie gadał, bo go tu w ogóle nie było.
- Był z żołnierzami. Podobno przerzucili ich wszystkich na Wall Street.
- Tak, tak, na Wall Street, ale tam się nie dostaniesz bez przepustki. - Wall Street. Muszę iść na Wall Street. Do Skippera.
Przejście na Wall Street było zamknięte.
- Linia zamknięta, nikt nie przechodzi. - powtórzył po raz pewnie tysięczny tego dnia zmęczony wartownik pilnujący barykady.
- Ale ja muszę, muszę tam iść! - nie dawała się przekonać dziewczyna.
- Nie ma przejścia! Linia jest zamknięta, jasne? Nie-ma-przej-ścia! - przesylabizował wściekły wartownik. - Gdzie?! - wrzasnął nagle. - Głucha jesteś czy głupia?! Nie ma przejścia, mówię. - Abigail nie zwracając na niego uwagi zanurkowała mu pod wyciągniętym ramieniem i ruszyła biegiem. Na Wall Street. Do Skippera.
  • awatar zaczarowana1997: super opowiadanie :P pingwiny zawsze fajne :)
  • awatar Seiti: Noo jestem pod wrażeniem:D Pięknie napisane.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›