Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Czuł się śmiertelnie zmęczony. Zamknął oczy. Najchętniej znowu by usnął. Już prawie odpłynął, ale jakieś irytujące dźwięki nie pozwalały mu zapaść w sen. Po chwili rozpoznał duńskie słowa. Rozdrażniony otworzył oczy. Światło go oślepiło. Widział rozbłyski, wirujące złociste kręgi i białe plamy. Wpatrywał się w nie tak długo, aż zaczęły blednąć i w końcu zniknęły. Nie poznawał już tego miejsca. Nie poznawał Central Parku. Pingwinek pełzł po omacku, zaciskając z całej siły powieki. Nagle skrzydła nie znalazły oparcia i Skipper stoczył się w przepaść.
Znajdą o tam następnego ranka, nieprzytomnego, skulonego na dnie świeżo wykopanego dołu. Będą do niego mówili, aż wreszcie powoli otworzy oczy i wbije w nich przerażone spojrzenie. Gdy będą chce cli wyciągnąć go z dołu, zacznie im się wyrywać z histerycznym krzykiem, aż wreszcie straci przytomność. Dopiero wtedy go opatrzą i zawiozą do szpitala na Times Square.

Nowy Jork, Times Square, rok 2007
- Skipper... Skipper... Skipper, spójrz na mnie... Skipper!... Nie poznaje nas... Bez histerii. Zobaczycie, wyjdzie z tego... No, i jak ty biedaku teraz tu sam zostaniesz?... Pewnie byś chciał, żeby ktoś z tobą został... do pingwinka docierały głosy przyjaciół, ale nie otwierał oczu. chciał być sam. Sam i żeby dali mu spać.

Johnson nie zastanawiał się ani chwili gdy zobaczył pikujące na szpital duńskie śmigłowce i odrywające się os ich kadłubów cienie bomb. Wiedział, co musi zrobić. I to natychmiast. Johnson zrobił krok w stronę szpitala, ale zatrzymała go Abigail.
- Trzeba zameldować. - powiedziała. Pingwinek zatrzymał się niechętnie.
- Dobrze. Zostań tu, a ja polecę zameldować u Korcza. Trzeba Skippera stamtąd wyciągnąć. - rzucił i ruszył w stronę kwatery dowództwa. Gdzie ten Korcz? No, wreszcie.
- Panie generale! Szpital bombardują. Tam jest Skipper.
- Zaraz...
- Trzeba go gdzieś zabrać.
- Nie możemy. Dostaliśmy rozkazy.
- Tak jest! - odpowiedział odruchowo, ale po chwili spojrzał błagalnie na generała. - Proszę.
- Odmaszerować! - Abigail chodziła nerwowo w tę i z powrotem. Nic z tego nie będzie, pomyślała. Już ja ich zdążyłam dobrze poznać. Aż za dobrze, tylko zdolni do walki się dla nich liczą. Dziewczyna popędził do szpitala. Trzeba ratować Skippera.
Abigail przecisnęła się miedzy rannymi, ominęła pielęgniarki, weszła na pierwsze piętro i nagle poczuła rozlewający się po całym ciele strach, a po nim uderzenie gorąca. Rozpaczliwie rozglądała się wokół. Nie mogła złapać tchu. Przed oczami zaczęły jej latać czarne plamy. Potknęła się o coś i upadła na podłogę, uderzając się boleśnie w prawe skrzydło. Przez chwilę kołysała się niepewnie na czworakach, ale w końcu udało jej się wstać. Czuła, jak bijące rozpaczliwie serce podeszło jej do gardła. Ruszyła w stronę gdzie powinno być łóżko Skippera. Jest. Przez trwającą całą wieczność chwilę wydawało jej się, że pingwinek nie żyje, ale po chwili usłyszała jego kaszel i zobaczyła otwierające się z wysiłkiem oczy, które patrzyły na nią jakimś rozgorączkowanym, nieprzytomnym spojrzeniem.
- Skipper, wstań. Proszę cię. - powiedziała, próbując go podnieść. - Proszę cię. Wstań. - powtórzyła rozpaczliwie.