Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
ciepłym i miękkim ciężarem. Poczuł się nagle zmęczony. Dochodzące z tyłu rozmowy grających w karty chłopaków z jakiegoś innego oddziału wydawały się coraz cichsze. Wpatrywał się w mrok za oknem, coraz częściej zamykając oczy. Za każdym razem było mu trudniej je otworzyć. Nagle zorientował się, że musiał zasnąć. Nie był w stanie określić, jak długo spał. Jeszcze tego brakowało, żeby Korcz nakrył go na spaniu na warcie. zmienił pozycję i znowu spojrzał w okno. Zamarł. W ciemności kilkadziesiąt metrów od siebie zauważył duńskiego żołnierza spokojnie palącego papierosa. Pewnie też miał nocną wartę.  Starając się poruszać jak najciszej Skipper wymacał w ciemności karabin. Wycelował. Z tej odległości nie powinien spudłować. Duńczyk stał nieruchomo. Ale jak to tak bezbronnego? Wojna to wojna. Nagle Skipper usłyszał jakiś odgłos z prawej strony dziedzińca. Spuścił duńskiego żołnierza z oczu i odwrócił głowę w tamtą stronę. Zza załomu muru wyłoniła się Abigail. Przyświecając sobie latarką i rozglądając się na boki, szła w stronę wroga. Po co ona się tu włóczy? Jak tylko wyjdzie za róg tamten ją zauważy. Nie ma na co czekać. Znów wycelował karabin, ale Duńczyka już nie było. Zerwał się i pobiegł w kierunku schodów.
Abigail usłyszała za sobą szmer kroków. Odwróciła się. Po przeciwnej stronie pomieszczenia stał Skipper i wpatrywał się w nią z niepokojącym blaskiem w oczach. Dziewczyna miała ochotę skomentować jego dziwną, jakby przestraszoną minę jakimś żartem, ale zanim to nastąpiło pingwinek rzucił się na nią. Zwariował? Ułamek sekundy później ciężar jego ciała zwalił ją z nóg, rzucając pod przeciwległą ścianę pomieszczenia. W tej samej chwili rozległ się terkot karabinu maszynowego. Dziesiątki kul przeszyły powietrze w miejscu, gdzie przed chwilą stała. Abigail zadrżała, kiedy dotarło do niej, że gdyby nie Skipper leżałaby teraz podziurawiona kulami. Rozejrzała się dookoła. Byli w pułapce. Jedyna droga ucieczki z kąta w którym leżeli, wiodła przez środek pomieszczenia. Przez linię ognia czającego się gdzieś tam w ciemności duńskiego karabinu. Przywarła do pingwinka całym ciałem. Jego dotyk ją uspokoił. W drzwiach, przez które oboje przyszli, pojawiło się kilka głów. Skipper pokazał im, że mają być cicho i wskazał na wyrwę w murze. Amerykanie odbezpieczyli karabiny i zaczęli strzelać. Duńczycy też. Skipper i Abigail oderwali się i pobiegli ku drzwiom. Dookoła latały kule. Świetliste smugi mijały ich ciała o centymetry. Kule bębniły w mur, framugi, sufit. Cała sala dudniła, huczała i trzęsła się od złowrogiego łomotu. Nie drasnęła ich żadna.

- Duńczycy dostali posiłki i teraz czekają, aż tu wszyscy wyzdychamy. Każdy myśli tylko o sobie. Ja przy pierwszej lepszej okazji...- Skipper nie dowiedział się co zamierza uczynić Korcz przy pierwszej nadarzającej się okazji, bo ciszę przerwał huk pojedynczego strzału. I w tej samej chwili rozpętało się piekło. Później, gdy było już po wszystkim, Skipper nie był w stanie powiedzieć, czy bitwa o Central Park trwała minuty, kwadranse, czy może godziny. Ale poza tym pamiętał każdy szczegół. Wszystko. Pamiętał moment kiedy coś w nim, stwierdziło, że nie wytrzyma już ani sekundy dłużej za grubym pniem drzewa. Pamiętał też, kiedy wyskoczył zza zbawczej osłony.Pędził na oślep, a przecież zapamiętał każdy krok tego szalonego biegu. Moment skoku nad złamaną gałęzią. Zachwianie równowagi po tym, jak nadepnął na pistolet porzucony w trawie. Potknięcie o nie wiadomo co. Pamiętał niespodziewane uderzenie w lewy bok i zaskakująco przyjemne, miłe ciepło rozlewające się po całym ciele. I ogarniającą go rozkoszną senność.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›