Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Następnego dnia rano poszliśmy do kliniki weterynaryjnej pani Oli. Żadne z nas nie zjadło śniadania, Skipper nie mógł, a ja chciałam, żeby było mu raźniej. Po drodze pingwinek cichutko pojękiwał z bólu, ale ani razu nie poprosił, żebym wzięła go na ręce. W klinice nie było nikogo, więc od razu zapukałam do gabinetu i weszliśmy do środka słysząc "Proszę!"
- Dzień dobry. - powiedziałam zamykając za nami drzwi.
- Cześć. - odpowiedziała pani Ola odwracając się od biurka. - No, co się dzieje z tym Skipperem? - wzruszyłam ramionami i pokręciłam przecząco głową.
- No to powolutku. Skipper, Skipper... Jest! - weterynarz wyjęła z szuflady kartę pingwinka i posadziła go na kozetce.
- Przez telefon mówiłaś, że wystąpiły u niego silne bóle brzucha. Przypomnij mi, ile to trwa?
- Dwa dni. - odpowiedziałam.
- Wymioty, omdlenia?
- Wymioty. - odpowiedzieliśmy oboje.
- Pokaż się Skipper. Gdzie cię najbardziej boli? - pingwinek bez słowa dotknął prawej strony podbrzusza. Pani Ola kazała  mu się położyć i delikatnie dotknęła miejsca, które pokazał jej Skipper. Pingwinek drgnął i jękną z bólu, a po policzkach popłynęły mu łzy.
- Spokojnie, nic się nie dzieje. - powiedziała weterynarz. - Chodź na prześwietlenie. - pani Ola wzięła pingwinka do pokoju obok i postawiła go pod ścianą, a potem zgasiła światło.
- Ja tu nic nie widzę. - powiedziała zamyślona patrząc na ekran.
- Mogę pójść do toalety? - spytał Skipper nerwowo przestępując z nogi na nogę.
- Idź na zaplecze. Pierwsze drzwi na prawo. - kiedy pingwinek wrócił z ubikacji pani Ola czekała na niego przy drzwiach, trzymając w ręce zdjęcie rentgenowskie.
- Wiem już. - powiedziała. - Chodź do Kasi, bo się martwi o ciebie.
- I co? - spytałam, kiedy pani weterynarz wróciła ze Skipperem do gabinetu.
- Wyrostek robaczkowy. - powiedziała pani Ola.
- To pingwiny mają wyrostek? - zdziwiłam się.
- Na to wygląda. - (tak naprawdę to nie wiem, czy pingwiny mają wyrostek, chyba nie) - No to co? Robimy podstawowe badania, piszemy skierowanie i bierzemy cię do szpitala. - weterynarz zwróciła się do Skippera. Pingwinek nerwowo przełknął ślinę.
- Jakie badanie? - spytał niepewnie.
- Będę ci musiała pobrać krew.
- Nie... - szepnął wystraszony.
- Nic się nie bój, nawet nie poczujesz. - pani Ola wyjęła z szuflady biurka strzykawkę. Skipper cofnął się o krok, drżąc z niepokoju i ledwo hamując płacz, ale w końcu po policzkach popłynęły  mu łzy bólu i strachu.
- Ale nie płacz. - powiedziałam biorą go na ręce.
- Skipper, im szybciej zrobimy te badanie, tym szybciej zrobią ci operację, a im szybciej będziesz miał operację, tym szybciej będzie po wszystkim. - powiedziała pani Ola. - To co? Dasz sobie pobrać krew? - pingwinek kiwnął głową. Usiadłam na kozetce, a Skippera posadziłam sobie na kolanach. Pingwinek wyciągnął do pa ni Oli skrzydło i odwrócił wzrok, a kiedy weterynarz wbiła mu w skrzydło igłę, drgnął i wtulił się we mnie.
- Już. Po wszystkim. - powiedziała pani Ola chwilę potem. - Nie będę ci dawała nic przeciwbólowego, bo z góry wiem, ze nie pomoże. Jedziemy do szpitala. Ty się, Kasia, ubieraj, a ja zadzwonię do nich i wyjaśnię sytuację. - weterynarz zniknęła na zapleczu.
- Nie martw się skipper. - powiedziałam. - Jeszcze dzisiaj się do mnie uśmiechniesz.