Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
będącej ich celem szkoły. Czteropiętrowy budynek wyglądał na opuszczony. W żadnym z okien nie było widać najmniejszego ruchu, a drzwi wejściowe były uchylone. Podkradli się do nich i zachowując absolutną ciszę, wślizgnęli do środka.Na lekkie skinienie głowy generała Joe ruszył powoli do góry z karabinem gotowym do strzału.Powolnymi czujnymi ruchami skradał się stopień za stopniem ku górze. Reszta oddziału bezszelestnie sunęła gęsiego dwa kroki za nim. Nagle ogłuszyła ich seria strzałów z pistoletu maszynowego. Joe runął w dół. Karabin wypadł mu z ręki. Abigail rzuciła się naprzód, ale skipper przytrzymał ją mocno. Ułamek sekundy później rozległa się kolejna seria z automatu.
- Teraz! - szeptem zakomenderował Korcz. Skipper, Michael, Roger, Manfredi i Johnson na czele z generałem jednym susem znaleźli się na półpiętrze. Na szczycie schodów przy drzwiach prowadzących na jakiś korytarz stał przerażony Duńczyk. Na ich widok panicznym gestem rzucił broń na ziemię. Wpatrując się w ich twarze, zaczął podnosić ręce do góry. Abigail stanęła przy Joem. Chłopak leżał nieruchomo. A więc tak to wygląda. Niedobrze. Na ostatnim schodku usłyszeli szuranie dobiegające zza wpółotwartych drewnianych drzwi.
- granat! - zawołał Korcz, machając nerwowo na Manfrediego. Ten rozejrzał się bezradnie wokół.
- Rzucić? - spytał niepewnie.
- Nie, zjedz go! - wrzasnął na niego generał. Korcz wyjął granat z trzęsących się skrzydeł Manfrediego, odbezpieczył i szybkim ruchem wrzucił w szparę uchylonych drzwi. Nagły huk poderwał ich z miejsca i ogłuszył. Skipper usłyszał dobiegający z pomieszczenia pełen bólu jęk przechodzący w rozpaczliwe wycie. Przyczajeni przy drzwiach nie mieli pojęcia, co dalej robić. Ilu jest tamtych wewnątrz? Tylko ten jeden ranny? Czy może więcej? Cały oddział? Pod wpływem impulsu Skipper poderwał się i skoczył z impetem w uchylone drzwi.
- Stój! - syknął za nim Korcz, ale pingwinek już był w środku. Skipper obrzucił pomieszczenie szybkim, czujnym spojrzeniem i ruszył w stronę pistoletu leżącego niedaleko wijącego się spazmatycznie rannego. Gdy schylał się po broń, kątem oka spostrzegł gwałtowny ruch za jedną z ławek. Zanim zdążył zareagować, z ukrycia wyskoczył drugi Duńczyk i puścił w jego stronę serię z karabinu. skipper potknął się i to go uratowało. Upadając ciężko na ziemię, spostrzegł jeszcze, jak wróg łapie lezący na ziemi pistolet i wybiega z sali. Pingwinek ruszył biegiem w stronę drzwi, za którymi zniknął.
- Co ty robisz, kretynie?! - wrzasnął wściekły generał. skipper nie myślał o tym co robi. Duńczyk odwrócił się w biegu. Spróbował wycelować, ale potknął się i przewrócił. Pingwinek skoczył na niego. Zaczęli się szamotać. Pistolet wypadł na podłogę. Skipper chwycił go błyskawicznym ruchem i wycelował w Duńczyka.
- Haender op! Ręce do góry! wróg powolnym ruchem podniósł ramiona i splótł dłonie na karku. W tym momencie dobiegła do nich reszta oddziału.
- Mamy jeńca. - zameldował Skipper nadbiegającemu generałowi. Kręciło mu się w głowie. Tylko nie zemdleć.
- Skipper, broń poproszę. - powiedział Korcz, sięgając po pistolet. - Widzę, że kolega polubił bohaterowanie. Jeszcze jeden taki numer i możesz się pożegnać z odznaką. - powiedział złowrogo i podszedł wkładając sobie broń za pasek.

- Skipper! Chodź tu! - wrzasnął generał. Co znowu? Temu facetowi wydaje się chyba, że dowodzenie polega wyłącznie na wydzieraniu się.
- Masz wartę! - kontynuował tym samym tonem generał Korczacki. - Pilnujesz do rana konserw. Tylko, wiesz, oczy szeroko otwarte, bo Duńczycy są wszędzie dookoła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›