Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 kwietnia 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Dzisiaj będzie o Lucynie. Tak trochę ciężko mi się rozstać z panią sierżant i inspektorem. Koniecznie muszę napisać następne części. Będzie o tym jak by to wyglądało gdyby Michał Orlicz nie zginął (kto nie wie o co chodzi niech przeczyta wcześniejsze części). To co, zaczynamy?

- Lucyna. - powiedział Michał po wyjściu z pracy, klękając przede mną. - Lucyna, wyjdziesz za mnie?
- Ja... - zaczęłam i spojrzałam w okno gabinetu. Możejko patrzył na nas.
- Ja... Tak, wyjdę za ciebie. - powiedziałam w końcu. Orlicz wsunął mi na palec pierścionek. Na ten palec, na którym nosiłam pierścionek od inspektora. W oczach stanęły mi łzy.
magdalena-walach-oświadczyny.jpg

Orest dorwał mnie następnego dnia w pracy.
- Lucyna, coś ty zrobiła? - zapytał. - Naprawdę chcesz wyjść za niego? - Możejko złapał mnie za ramiona. Spojrzałam mu w oczy.
- Ja go nie kocham. - powiedziałam w końcu. - Taka jest prawda, Orest.
- To po co to zrobiłaś?! - krzyknął patrząc na pierścionek od Orlicza. Srebrna róża wydawała się taka mocna i trwałą w porównaniu z pierścionkiem, który inspektor dał mi dawno temu. - Lucyna, wolisz żyć z mężczyzną, którego nie kochasz, czy wyjść za swoją prawdziwą miłość?
- Dziewczyna nie może być zupełnie sama! - odpowiedziałam podnosząc głos. - Teraz już wiesz dlaczego! - wyszłam z gabinetu ocierając po drodze łzy. Wzięłam płaszcz i wyszłam do domu. Nie chciałam patrzeć na innych, nawet na Karolinę.
- Lucyna! - zawołał jeszcze za mną Orest.
- Ślicznie wyglądasz, skarbie. - powiedział Michał patrząc na mnie. Miałam na sobie białą sukienkę, a włosy skręcone w loki opadały mi na ramiona. Orlicz spróbował mnie pocałować, ale w ostatniej chwili odsunęłam się do tyłu.
- No co jest, kotku? - spytał.
- Jedźmy już do tego kościoła. - odpowiedziałam i wyszłam z domu.
Kościół był pełen ludzi. Szłam wyprostowana po dywanie, prosto do ołtarza.
- Czy ty Michale, chcesz pojąć Lucynę za żonę? - spytał ksiądz.
- Tak, chcę. - odpowiedział Orlicz.
- A czy ty Lucyno, chcesz pojąć Michała za męża?
- Ja... - zaczęłam. - Ja... Orlicz popatrzył na mnie niespokojnie. - Przykro mi, nie. - powiedziałam jeszcze i wybiegłam z kościoła. w sukni ślubnej biegłam po chodniku, przez ulice, nie zwracając uwagi na spojrzenia innych ludzi. Na chodniku przed posterunkiem złapał mnie Orest.
- Lucyna, co ty tu robisz? - spytał. - Uciekłaś sprzed ołtarza?
- Wolę wyjść za moją prawdziwą miłość, niż poślubić kogo, kogo nie kocham. - odpowiedziałam i pocałowałam go. Zaczął padać deszcz. Możejko objął mnie, a na parking wpadł Michał.
- Lucyna! Jeśli masz serce wrócisz tam i to teraz. - powiedział.
- Nigdzie się nie wybieram. - odpowiedziałam. - Nie wyjdę za ciebie. To.. to nie jest miłość.