Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 9 grudnia 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Zawody zbliżały się wielkimi krokami. Pingwiny grały fantastycznie i były pewne swojej wygranej. Nie znały przeciwnej drużyny, ale nie mogło być przecież tak źle. Gra zespołowa to nie był dla nich żaden problem, a Rico na bramce naprawdę wymiatał. Może i była ich tylko czwórka, ale mieli pełny skład i nawet jeśli ktoś by chciał nie mógł ich wyrzucić z boiska. Jedynym problemem była Abigail. Nie chodziło o to, że Skipper nie chciał ukochanej w drużynie. Po prostu bał się, że dziewczyna zepsuje jakąś akcję i przez jeden nieprzemyślany ruch przegrają mecz. Dlatego właśnie kazał dziewczynie usiąść na ławce rezerwowych. Abigail przed wszystkimi i nawet przed sobą starała się udawać, że w ogóle jej to nie rusza, ale w głębi serca było jej strasznie smutno.

- Uciekniemy gdzieś daleko i nas nigdy nie znajdą. Tylko ty i ja... Manfredi spokojnie, wyjdziecie z tego... Skipper! Nie rób mi tego nigdy więcej! Nie zostawiaj mnie! Ja cie kocham!... Johnson, nie!... Weź Abbie... Idź z nią do domu... Zabierz ją stąd... Skipper, nic ci nie jest?... Ona musi być bezpieczna... To nie miejsce dla niej... Jeszcze jedna taka akcja i możesz się pożegnać z odznaką... Johnson, wstawaj...
- Nie! - Skipper poderwał się z łóżka z krzykiem. Serce biło mu jak oszalałe. W głowie ciągle kołatały mu się okrzyki Duńczyków, odgłosy strzałów i urywki hymnu amerykańskiego. Rozejrzał się dookoła. Nikogo nie obudził. Całe szczęście. Zsunął się z łóżka i podreptał do przedpokoju gdzie owinął się szalikiem. Potrzebował świeżego powietrza. Brzęknęły klucze. Pingwinek miał właśnie nacisnąć klamkę, ale odwrócił się. W korytarzu stałą Abigail.
- Gdzie ty się wybierasz? - spytała szorstko. - Jest trzecia nad ranem. - Skipper w jednej chwili znalazł się przy dziewczynie i przytulił ją do siebie.
- Przepraszam Abigail. - powiedział. - Przepraszam.
- Skipper, co się dzieje? - spytała dziewczyna wyrywając mu się. Skipper wziął ją za skrzydło.
- Kocham cię. - szepnął i pocałował ją. - Chcesz się ze mną przejść? - spytał.
- O trzeciej w nocy? Może być fajnie. - uśmiechnęła się Abigail, wzięła szalik i nauszniki i razem ze Skipperem wyszła z domu. Szli chodnikiem mocno trzymając się za skrzydła. Pingwinkowi mocno biło serce. Koszmar, który śnił mu się coraz częściej nie pozwalał o sobie zapomnieć. Przed oczami stawały mu sceny sprzed kilku lat. Kurczowo trzymał się skrzydła przyjaciółki, bojąc się, że ukochana gdzieś zniknie i zostawi go samego.
- Skipper? - odezwała się Abigail. - Wszystko w porządku? - spytała. Pingwinek kiwnął głową w odpowiedzi. Do domu wrócili dopiero o siódmej.
- Gdzieście byli? - spytałam. - Nawet nie wiecie jak się o was martwiłam. - Skipper mocno się do mnie przytulił.
- Co się stało? - spytałam przykucając obok.
- Nic. - pingwinek pociągnął nosem. - Dobrze, że jesteś.
- No to biegnijcie na śniadanie. - powiedziałam. - O pierwszej wychodzimy.
Po drodze na lodowisko chłopcy rozmawiali o swoim pewnym zwycięstwie, śmiali się wesoło i żartowali. Abigail w milczeniu szła zapatrzona w chodnik. Do szatni pingwiny wpadły pełne zapału. Nie mogły się doczekać kiedy wreszcie wyjdą na lód i spuszczą łomot drużynie przeciwnej.
- Nie szalecie. - powiedziałam zdejmując płaszczyk. - Nie wiecie co się może stać.
- Będziemy walczyć do końca! - krzyknął Skipper całkowicie ignorując to, co przed chwilą powiedziałam. Usłyszeliśmy gwizdek. Pingwiny popędziły na lód, a ja i Abigail na widownie (dziewczyna miała siedzieć na ławce rezerwowych).
- Nie, no to jakieś żarty! - zawołał chłopak z przeciwnej drużyny. - Z wami mamy grać? To nie będzie mecz, to będzie masakra!