Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 grudnia 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Minęło kilka dni. Sytuacja ze szkołą trochę się uspokoiła, a ze Skipperem było naprawdę lepiej. Pingwinek stał w drzwiach otwartych na oścież patrząc jak przyjaciele bawią się na śniegu.
- Chodź do środka, przewieje cię. - powiedziałam przechodząc obok. Pingwinek westchnął, zamknął drzwi i podreptał do pokoju.
- Kiedy będę mógł wyjść na dwór? - spytał.
- Kiedy będę miała całkowita pewność, że z tobą jest wszystko w porządku. - odpowiedziałam wyjmując gitarę z futerału. Skipperowi strasznie się nudziło. Przejrzał dwa komiksy, posiedział przy oknie, poodbijał piłkę do siatkówki, a potem poszedł do łazienki. Wychodząc z toalety usłyszał dźwięki gitary. Powoli poszedł po schodach na górę, na stryszek. Dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze, tak samo jak śpiew. Teraz pingwinek słyszał urywki tekstu piosenki.
- walczysz z całych sił... parę chwil... ciągle wierzę... zabrać mnie... kocham cię... - Skipper usiadł obok mnie na podłodze i przyłączył się do śpiewu.- Zagraj coś jeszcze. - poprosił, kiedy ostatni raz dotknęłam strun. Pokiwałam głowa i znowu trąciłam struny palcami.
- A może zrobimy razem coś ciekawego? - spytałam przerywając grę w połowie piosenki. - Upieczemy babeczki? Tak bez okazji. - Skipper z wyraźnym zapałem zerwał się z podłogi i pobiegł po schodach na dół.
Byliśmy właśnie w ostatniej fazie dekorowania babeczek, kiedy przyszedł listonosz.
- Skipper, coś zza granicy! - zawołałam z korytarza przeglądając pocztę i chwilę potem podałam mu podłużną, śnieżnobiałą kopertę. Z lekkim niepokojem patrzyłam jak pingwinek wyjmuje ze środka oficjalne pismo. Skipper przebiegł wzrokiem po kartce papieru, po czym... podarł ją na drobne kawałeczki.
- C-co tam było? - spytałam.
- Wzywają mnie do Ameryki. Mnie i Abigail. - powiedział. - Ojczyzna, honor i tak dalej.
- Skipper... bezsilnie usiadłam na krześle.
- Spokojnie, nigdzie nie jadę. - powiedział pingwinek. - Przecież ci obiecałem.
- Ale ty odszedłeś z szeregów Armii.
- może, ale obowiązki po starym dowódcy przejęła generał Rejewska. Teraz mam nowa przełożoną.
- Czyli masz obowiązek się tam stawić.
- To było wezwanie na front! Wojna jeszcze się nie skończyła, to jest dopiero początek. Wtedy, dawno temu... ja nie chcę przeżywać tego jeszcze raz. - pingwinek spuścił głowę i w jego oczach dostrzegłam coś, czego naprawdę dawno tam nie wiedziałam. Strach.
- Boję się o Abigail. - powiedział w końcu. - Ja nie mogę jej stracić. Tutaj jest bezpieczna. Ty pewnie nie rozumiesz, ale to nie ty patrzyłaś jak giną twoi przyjaciele. To nie ty chowałaś się po pustych piwnicach i starych cmentarzach, żeby nie wpaść w ręce Duńczyków. To nie ty szłaś brudnymi, mokrymi kanałami przez całą Kopenhagę. Ciebie tam nie było! Ty nie możesz wiedzieć! - Skipper zsunął się z krzesła i wybiegł z kuchni, a po chwili wrócił ściskając a skrzydle kawałek materiału w kolorze moro i naszywkę z flagą amerykańską.
- Tylko tyle zostało po Manfredim i Johnsonie. - powiedział. - To i album z czarno-białymi zdjęciami.
- Pokażesz? - spytałam. Pingwinek kiwnął głową i przyniósł mi zdjęcia.
- Byliśmy dużo młodsi. - uśmiechnęłam się parząc na dwóch chłopców podobnych do siebie jak dwie krople wody.
- To właśnie Manfredi i Johnson. - powiedział pingwinek. - A to ja i Abigail. - ze zdjęcia z błyskiem w oku spoglądał na mnie Skipper w wojskowej czapce, lewym skrzydłem obejmujący ukochaną. Abigail śmiała się beztrosko przytulając się do przyjaciela.
- Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka. - powiedział Skipper. - To nie są miłe wspomnienia.
- Skipper... Jak zginęli Manfredi i Johnson?

Minęły następne dwa dni i miałam stuprocentową pewność, ze ze Skipperem wszystko jest OK. Nasza rozmowa o wojnie poszła w niepamięć, a ja miałam wrażenie, że naprawdę zaczynam go rozumieć.
- A może byśmy się tak wybrali do kina? - spytałam. - Dziś po południu leci ten film na który chcieliście iść. Męczyliście mnie o to tyle czasu.
- Na ten wojenny? - spytał Skipper. - Ja bardzo chętnie. - Abigail przytuliła się do przyjaciela.
- Ja też. - odpowiedział mu Kowalski. - kiedy idziemy?
- Seans jest na piętnastą. Pójdziemy potem na pizzę. w końcu mamy co świętować. - Kowalski uśmiechnął się dumnie. Roześmiałam się.
- Chodziło mi o to, że po długiej chorobie Skipper dochodzi do siebie, ale ta twoja szóstka to też powód do radości. Młodego nie bierzemy. - dodałam.
- Dlaczego?! - zaprotestował gwałtownie Szeregowy.
- Bo to nie jest film dla ciebie. - odpowiedziałam szczerze. - Zbyt drastyczny.
- A ja tak bardzo chcę iść. - jęknął pingwinek.
- Jak będzie film o jednorożcach to z tobą pójdę. Tylko z tobą.
- Naprawdę? - ucieszył się młody. - Pójdziesz ze mną na film o jednorożcach?
- Pójdę. - odpowiedziałam. - Jeśli dasz się odprowadzić do Ewy. - Szeregowy bez protestów dał się odprowadzić i pomachał nam stojąc na progu razem z Ewką. My pomaszerowaliśmy chodnikiem do centrum miasta, do kina. Kolejka do kasy nie była zbyt długa więc szybko się uwinęliśmy. Kupiliśmy bilety, dwa kubełki popcornu i weszliśmy na salę kinową. Chwilę potem zgasły światła i zaczął się seans. Rico zaczął wyjadać prażoną kukurydzę jeszcze na reklamach i zjadł już prawie połowę swojej porcji. Abigail w napięciu wpatrywała się w ekran, dopiero drugi raz byłą w kinie i tragały nią różne emocje. Kowalski wdrapał mi się na kolana, żeby lepiej widzieć. Spojrzałam na Skippera siedzącego obok mnie. Pingwinek ze stoickim spokojem patrzył w ekran. Biła z niego pewność siebie i obojętność, ale widać było, ze się przejął. Na ekranie zaczęło się coś dziać, Kowalski zamknął oczy i wtulił się w moją bluzę, Abigail mocno ścisnęła Skippera za skrzydło, a Rico uśmiechnął się z zachwytem. Tylko ja i Skipper patrzyliśmy w ekran ze spokojem. Minęła pierwsza godzina filmu i zaczynałam żałować, że nie zabrałam pingwinów na coś innego, bo akcja stawała się coraz bardziej dramatyczna. W pewnym momencie opanowany dotąd skipper skulił się na fotelu, zamknął oczy i zatkał sobie uszy.
- Skipper,chcesz wyjść? - szepnęłam do niego.
- Nie, zostanę do końca. - odszepnął. - Po prostu nie sądziłem, że to będzie aż takie realistyczne. - pingwinek spojrzał na film.
- Spokojnie, widziałem już gorsze rzeczy. - dodał. A to nie dzieje się naprawdę. - Kowalski, który jeszcze przed chwilą tulił się do mnie wystraszony teraz nie mógł oderwać wzroku od ekranu. Film był naprawdę wstrząsający i z kina wyszliśmy strasznie poruszeni. Nie odzywając się do siebie ruszyliśmy do pizzerii.
- Zjemy dwie duże? - spytałam przerywając milczenie.
- Jasne, że zjemy. - odpowiedział Skipper. - Ja chcę Pepperoni. - dodał.
- Pepperoni i Fantazję poproszę. - złożyłam zamówienie. - Obie duże i do tego sos czosnkowy. - zapłaciłam i usiadłam przy stoliku. Na zamówienie nie musieliśmy długo czekać.Pingwiny trochę uspokoiły się po dużej dawce wrażeń i śmiały się wesoło. Pizza znikała kawałek po kawałku, a zwierzaki miały ochotę na deser. Za oknem zaczynało robić się ciemno.
- Wstąpimy do cukierni. - powiedziałam. - Zbierajcie się. - pingwiny zerwały się z krzeseł i pobiegły za mną do wyjścia, a chwilę potem w ciastkarni pokłóciły się o to, które ciasto weźmiemy. Kazałam Skipperowi wybrać i uśmiechnęłam się. Tak się cieszyłam, ze jesteśmy znowu wszyscy razem.
  • awatar Ludmiła & León: my love story ♥: Jak zawsze wyszedł Ci świetnie. Ja uwielbiam filmy wojenne, sama chętnie bym się wybrała z pingwinkami <3 Pizza *.* Narobiłaś mi aż ochoty, dobrze, że mam laysy xd Biedny Szeregowy, ale pewnie w sumie i tak film by się mu nie spodobał. A tak ma zagwarantowane jednorożce. :D Super, coraz bardziej się wciągam ....♥....
  • awatar SallyLou: Pełne emocji :) ładnie napisane
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›