Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 17 grudnia 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Noc minęła nam spokojnie i nawet Skipper, który budził się kilka razy i tak się wyspał. Ciocia Jola miała po nas przyjechać przed obiadem a do obiadu mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu i pingwiny nie wiedziały co ze sobą zrobić. Spakowane były już od wczoraj, więc tylko plątały się pod nogami. W końcu przed domem stanął samochód cioci. Siadaliśmy akurat do obiadu.
- Cześć. - powiedziała kobieta wchodząc do kuchni. - Ale tam ziąb. Znajdzie się dla mnie porcja?
- Pewnie. - powiedziałam podając miseczkę Kowalskiemu. - siadaj ciociu.
- Nie, ty siadaj. Od teraz ja przejmuję dowodzenie. - posłusznie usiadłam przy stole i zabrałam się do jedzenia. Był ryż z warzywami i kawałkami wędzonej ryby. Ciocia Jola dosiadła się do nas.
- Tylko się streszczajcie, bo chcemy dojechać przed kolacją. - powiedziała. - Jesteście spakowani, mam nadzieję?
- Już od dawna! - zawołał Szeregowy. Chwilę potem po obiedzie nie został najmniejszy nawet ślad i pingwiny pobiegły do samochodu. W końcu ruszyliśmy. Zwierzaki siedziały obok siebie, każdy zajęty sobą. Skipper i Abigail przytuleni do siebie szeptali sobie czułe słówka, Rico przeglądał czasopismo psychopaty, Kowalski czytał książkę, a Szeregowy wyglądał przez okno. Na zewnątrz zaczynało robić się ciemno. Abigail szybko zasnęła przytulona do przyjaciela, Skipper troskliwie przykrył ją swoim kocykiem. Ciocia Jola zapaliła lampkę pod sufitem.
- Dalko jeszcze? - zaczął marudzić Szeregowy.
- Daleko. - odpowiedziała ciocia Jola. - Nie przejechaliśmy jeszcze nawet połowy drogi. - pingwinek z powrotem usiadł na fotelu i zapatrzył się w okno.
- A właściwie która jest godzina? - Kowalski odłożył książkę. Było za ciemno, żeby czytać.
- Za dwadzieścia czwarta. - powiedziałam zerkając na zegarek.
- Myślałem, że jest później. - pingwinek westchnął.
- Ciociu... - Skipper przecisnął się na przedni fotel. - Zatrzymasz się gdzieś na poboczu?
- Nie wytrzymasz do stacji benzynowej? - pingwinek pokręcił głową przecząco, a chwilę potem auto zjechało na drogę prowadzącą do lasu. Skipper wybiegł na dwór i zniknął za ośnieżonymi krzakami. Dwie minuty później był z powrotem i mogliśmy jechać dalej. Za oknem było już całkiem ciemno i nawet nie wiedziałam kiedy oczy mi się zamknęły i zasnęłam. Pingwinom zaczynało się odrobinę nudzić. Rico rysował wzorki na zaparowanej szybkie, Szeregowy tulił swojego jednorożca, skipper i Abigail (która w międzyczasie zdążyła się obudzić) szeptali coś do siebie trzymając się za skrzydła, za to Kowalski kręcił się niespokojnie na fotelu.
- Ciociu, staniesz gdzieś? - spytał w końcu.
- Kowalski, zatrzymywałam się dwadzieścia minut temu. - ciocia Jola zerknęła w lusterko.
- Ale ja muszę... - jęknął pingwinek. Samochód zjechał na parking przy stacji benzynowej i kobieta wysiadła z auta.
- Chodź Kowalski. - pingwinek wybiegł na zewnątrz i poszedł za ciocią do środka.
- Dzień dobry. Tankowanie? - zagadnęła pani za ladą.
- Nie, nie. - odpowiedziała ciocia Jola i skierowała się w stronę toalet. Kowalski jak burza wpadł do ubikacji i zamknął się w kabinie. Kobieta czekała na niego oparta o umywalkę kiedy dwie minuty pokazał się z powrotem.
- Już? - spytała. Pingwinek kiwnął głową i można było wraca do auta.
- Ciociu, ile jeszcze będziemy jechać? - spytał Szeregowy. Kobieta uśmiechnęła się.
- Jeszcze jakieś pół godzinki i powinniśmy być. - odpowiedziała. Obudziłam się, kiedy ciocia przekręciła kluczyk w stacyjce.
- Coś się stało? - spytałam.
- Nie, nie. Kowalski musiał pójść do ubikacji. - niecałe pół godziny później byliśmy na miejscu.
  • awatar Ludmiła & León: my love story ♥: Bardzo ciekawy, jak zwykle zresztą. Zmobilizowałaś się i piszesz codziennie, nie tylko doskonale, ale i codziennie, a ja takie żałości piszam i jeszcze nie systematyczna.. ;-; xd Jesteś jedną z realistycznych pisarek, uwzględniasz potrzebę fizjologiczną i to się liczy, kocham te opowiadania...♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›