Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 grudnia 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
...To nie będzie mecz, to będzie masakra!
- No cóż, wzrost, brutalna siła i... wola walki to jeszcze... nie wszystko. - Skipperowi zrzedła mina. - Nie poddamy się bez walki panowie!
Gra ruszyła ostro. Zazgrzytały łyżwy, zastukały kije, krążek pomknął po lodzie. W ciągu kilku minut Skipper strzelił w pięknym stylu dwie pierwsze bramki.
- Kowalski, nic wam nie jest? - spytał pingwinek widząc przyjaciela, który opierał się skrzydłem o bandę i chwiał się niebezpiecznie.
- Nie wiem, słabo mi tak jakoś. - odpowiedział Kowalski łapiąc się skrzydła przywódcy.
- Czas! - krzyknął Skipper i pomógł przyjacielowi zejść z lodu. - Nie jestem pewien, czy możecie dalej grać. - posadziłam Kowalskiego na ławce rezerwowych obok Abigail i dałam mu wody.
- Nie martwcie się o mnie. Nic mi nie będzie. - odpowiedział pingwinek zeskakując na podłogę.
O ile do tej pory wszystko szło fantastycznie teraz zaczęło się psuć. Przeciwna drużyna strzeliła dwa gole i wyrównała wynik. Pingwiny ślizgały się po lodzie zrezygnowane i zmęczone, ale mimo to ciągle starały się dawać z siebie wszystko. Skipper właśnie zaczynał najazd na bramkę kiedy Szeregowy najechał na niego, przewrócił i oczywiście stracili krążek.
- Panowie, proszę się udzielać! - nakazał przywódca i jeszcze raz spróbował ataku na bramkę przeciwnika. Właśnie wtedy wysoki blondyn z tamtej drużyny odepchnął go mocno i Skipper z całej siły uderzył w bandę.
- Lekarza... - jęknął jeszcze i osunął się na lód.
- Skipper! - krzyknęłam zrywając się z ławki i popędziłam na lodowisko ignorując krzyki sędziego, że tam mi niewolno. Pingwinkiem zajęła się już pielęgniarka.
- O mój Boże, nic ci nie jest? - spytałam kucając obok. - Boli, prawda? - Skipper jęknął.
- Bardziej ucierpiała moja duma. - powiedział mi później siedząc na ławce. Prawe skrzydełko i lewą nóżkę miał całe w bandażach.
- Mogę już iść grać? - spytał.
- Wybij to sobie z głowy. - odpowiedziała mu pielęgniarka. - Będę w gabinecie.
- Ojej... wiecie,ze jak nie macie pełnego składu to jest walkower, czyli przegraliście. - powiedział blondyn z przeciwnej drużyny.
- Jasne, tylko, ze my dalej mamy pełny skład. - powiedział Szef. - Abigail teraz ty.
- Ja... - dziewczyna wzięła w skrzydełka kij. - Ja was nie zawiodę. Nie dość, że nie zawiodę, to jeszcze powiodę. Powiodę ku zwycięstwu! Panowie, idziemy. - chłopcy zasalutowali pani porucznik i razem  nią wyszli na lód. Wznowiono grę. Abigail śmigała po lodzie nie gorzej niż chłopcy. Kowalski zdobył krążek i zaczął najazd na bramkę. Wszyscy zostali w tyle, od bramki oddzielała go tylko dziewczyna. Kowalski szybkim ruchem kija podał jej krążek. Abigail bezbłędnie przejęła podanie i strzeliła zwycięskiego gola. Na piętnaście sekund przed końcem meczu.
- Ku chwale ojczyzny! - zawołała dziewczyna i zasalutowała zdziwionemu blondynowi. Potem pobiegła na widownię.
- Skipper! - zawołała. Pingwinek zsunął się z ławki i pokuśtykał do niej. Abigail mocno go przytuliła.
- Należą ci się przeprosiny. - powiedział Skipper.
- Przeprosiny przyjęte. - dziewczyna puściła przyjaciela i pocałowała go. Pierwsza zaczęłam bić brawo, a chwilę potem dołączyły do mnie pingwiny. Kowalski podał Abigail statuetkę.
- Jest twoja. - powiedział, a chwilę potem chłopcy poderwali dziewczynę do góry i podrzucili w powietrze. Abigail byłą z siebie dumna.
- Dobrze ci poszło. - powiedziałam uśmiechając się.