Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 listopada 2014

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Następnego dnia, o godzinie 17 wszyscy czekali na Begoniaxę przed statkiem. Ona jednak spóźniała się, i wszyscy zaczęli się denerwować.
- Ichigo, może pójdziemy sprawdzić, czy nie błądzi gdzieś w lesie? – zapytał Rayman.
- Możemy iść – odparła Ichigo i pobiegła na statek po plecaki.
Po chwili z powrotem była na dole i razem wyruszyli do lasu.
- Zaczekajcie! – zawołał nagle Murfy – Mogę lecieć z wami?
- Tak, a czemu by nie? – powiedział po chwili Rayman.
- Ale musisz nas złapać! – zawołała Ichigo i pociągnęła go za sobą.

- Błąkamy się po tym lesie już od kilku godzin – jęczał Murfy.
- Przestań jęczeć – powiedzieli razem Ray i Ichigo.
- No dobra, dobra.
Przez chwilę szli w milczeniu, po czym Murfy znowu się odezwał:
- Hej, poznaję ten garnek!
- Co? – zapytali razem.
Nikomu nie mówili, że Begoniaxa pozbyła się garnka i wyglądała pięknie i młodo. Od razu się zaniepokoili, lecz Murfy podleciał głośno wołając:
- Heej! Tu jesteśmy!
Raymanowi wydawało się, że Ichigo zaraz wybuchnie. Cała czerwona rzuciła się za Murfym w pogoń, po czym przytknęła mu dłoń do ust. Ray szybko ich dogonił i wszyscy przyczaili się w krzakach.
Ścieżką szła Begoniaxa wyglądająca znacznie gorzej niż zwykle. Po chwili zatrzymała się i spojrzała na nich.
- Co wy tu robicie? – zapytała bez cienia zdziwienia.
- Co? – zapytali ponownie.
- Begoniaxo, o co tu chodzi? Co się z tobą stało i gdzie masz eliksir? – odezwał się Rayman.
- A co się miało ze mną stać? Jaki eliksir?
- No przecież wyglądałaś tak pięknie i młodo, i obiecałaś nam eliksir, który umożliwiłby nam bezpieczną podróż na bagna…
- Takiego eliksiru nie ma – odparła kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.
- NIE MA?! – wrzasnęli w niebotycznym zdumieniu.
- Nie ma, nie ma, i nie ma co krzyczeć! Przysłała mnie Ermengarda, żebym wam przekazała srebrne lumsy, które mogły by wam pomóc.
- Czyli cały czas byłaś na Rozdrożu Marzeń? – upewnił się Ray.
- A gdzie niby miałam być? – powiedziała zła.
- Na farmie piękności w głębi lasu… – odparła speszona Ichigo – W każdym razie to było niemożliwe, żebyś tak wypiękniała – dodała szybko.
- Że CO?! – zawyła tak wściekła, że aż garnek spadł jej z głowy.
Ichigo zaczęła się jąkać, Murfy zaczął nerwowo chichotać, a Rayman starał się złagodzić sytuację.
- Spokojnie, może… chodźmy na statek. Umyjesz się, zjesz coś…
Begoniaxa wybąkała coś niezrozumiałego, ale koniec końców dała zaprowadzić się na statek.

- Ale opowiadaj! Co się dzieje na Rozdrożu? – zapytała Ly.
- Eee tam… to chcecie te lumsy, czy nie? – zbyła ich wiedźma.
- Tak tak, daj je już – powiedział Max.
Begoniaxa sięgnęła ponownie do garnka i wyciągnęła 13 lumsów – dla każdego po jednym.
- Co? – zapytała Ichigo – To chyba Ermengarda nas obserwuje…
- A żebyś wiedziała! To teraz jej główne zajęcie - burknęła staruszka.
Ona i Ichigo bynajmniej się nie polubiły. Ich uwielbiała ją denerwować, a ona uwielbiała straszyć ją zamianą w żabę i swoim gigantycznym widelcem.
- To ja już pójdę – rzekła Begoniaxa zakładając garnek na głowę.
- Ale powiedz co się dzieje na Rozdrożu, proszę… – zaczęła Tily.
- Dobra karzełki, słuchajcie uważnie. W Krainie Snów nie dzieje się dobrze. Ostatnio ma tam miejsce mnóstwo dziwnych zdarzeń… jesteście jedyną nadzieją dla tego miejsca, nie zawiedźcie! – dodała szybko, sypnęła obficie jakimś pyłem z kieszeni i zniknęła.
Wszyscy osłupieli.
- No coś podobnego… – zaczął Murfy.
- No właśnie! – powiedział Clark – Można o mnie powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jestem karzełkiem!
- Tak, ale można powiedzieć, że przedawkowałeś mleko – powiedziała Ichigo.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Przez chwilę w kajucie panował spokój i rozluźnienie. Kiedy wszyscy umilkli, rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Zaniepokojeni podróżnicy natychmiast tam pobiegli, ale to co zobaczyli bynajmniej nie było przyjemne.
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: ...spróbował kopnąć jednego z mężczyzn z półsaltem, ale efekt był taki, że ścisnęli go jeszcze mocniej. Weszli do pustego pokoju, zakleili mu dziób taśmą i zakuli w kajdanki i zostawili samego. W pokoju było strasznie duszno, okna i drzwi były zamknięte. Miał wrażenie, że się dusi. Zaczął szybciej oddychać. Minęła cała wieczność, zanim ktoś do niego przyszedł. Mężczyzna otworzył okno i do dusznego pomieszczenia wpadła odrobina świeżego powietrza. Próbował dać do zrozumienia temu facetowi, że się dusi, ale ten zwróciła na niego uwagę dopiero kiedy poruszył się gwałtownie.
- Co? - rzucił. - Nie możesz oddychać? - pokiwał głową drżąc nerwowo. Mężczyzna zerwał mu taśmę z dzioba.
- Tylko masz siedzieć cicho. - powiedział. Kiwnął głową i odetchnął głęboko.  Był gotowy zrobić wszystko byleby dali mu normalnie funkcjonować. Powoli podniósł się i podszedł do okna. Siedemnaste piętro. Zero szans na ucieczkę. Powoli osunął się pod ścianę. chciał tylko zobaczyć Abigail i jak to się skończyło? Do pokoju wrzucili mu dwie ryby, ale nie zamierzał ich nawet tknąć, choć żołądek skręcał się z głodu. Pamiętał swoją ostatnią wyprawę do Kopenhagi. uśpili go proszkiem nasennym i tylko cudem się uratował. Po kolejnych trzydziestu minutach do pokoju wszedł mężczyzna.
- Idziemy. - rzucił w przestrzeń. posłusznie podreptał za nim do samochodu. Facet pomógł mu wejść do auta, na skrzydłach miał przecież kajdanki i ruszył spod konsulatu. Jechali już dosyć długo, dookoła był tylko las. Zastanawiał się ile czasu zamierzają go trzymać w dusznym wnętrzu samochodu i co z nim zrobią.
- Moglibyśmy stanąć na chwilkę? - spytał niewinnie. W głowie zaczął mu się rodzić całkiem niezły plan.
- Mam wykonać polecenie.
- Ale ja muszę do toalety. - jęknął przekonująco i zaczął się kręcić na fotelu kiedy mężczyzna spojrzał w lusterko. niezawodna sztuczka. Zawsze działała i miał cichą nadzieję, że zadziała też tym razem. Autem szarpnęło i facet zjechał na pobocze.
- Wrócisz? - kiwnął głową i śmignął w geste krzaki. Kiedy tylko znalazł się poza zasięgiem wzroku Duńczyka zsunął ze skrzydeł kajdanki, które upadły z brzękiem na trawę i pobiegł między drzewa. Byle dalej od tego gościa. Byle tylko zabrać stąd Abigail.