Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 listopada 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Shadow rzuciła się na Clarka, co okazało się bardzo złym posunięciem. Siłacz złapał ją w pół i cisnął w stronę bagien jak gdyby nigdy nic. Większość uczestników wyprawy parsknęła śmiechem, jednak gdy po chwili zza drzew zaczęły się wychylać różne przeraźliwe postacie, uśmiechy zeszły im z twarzy.
Stworzenia, które się pojawiły, były niezwykle podobne do sług Naga. Można było powiedzieć, że są dokładnie takie same. Natychmiast rzuciły się na podróżników, którzy musieli szybko odpierać ataki.
Rayman zauważył, że Shadow wychyliła się na chwilę zza drzew, po czym zaczęła uciekać. Krzyknął do Ichigo:
- Zaraz wrócę! Przejmujesz dowodzenie!
I puścił się biegiem za Królową Cieni.
Przedarł się szybko przez armię jej sługusów i wpadł na bagna.
Pierwsze wrażenie było okropne – czas zaczął płynąć wolniej, słońce schowało się za chmurami, a cała euforia i radość jakby gdzieś wyparowała. Na jej miejscu pozostał strach i smutek.
Rayman jednak nie dał się opanować mocy krainy, skupiając się na swoim celu – Shadow. Wydawało mu się, że biegnie od kilku godzin, czuł się coraz bardziej zmęczony. W końcu zatrzymał się i zlany potem usiadł na pobliskim kamieniu. Odpoczynek jednak nie dawał mu wytchnienia, czuł się coraz gorzej…
Nagle usłyszał czyjś głos:
- Nie powinieneś był tu przychodzić.
Ray wzdrygnął się i rozejrzał po okolicy. W jego stronę szła Shadow – moc krainy nie działała na nią jak na niego.
- Nie jesteś chyba za bardzo odporny… – zaczęła przyglądając się mu z ciekawością, którą starała się ukryć chłodnym tonem głosu - …tu mogą wytrzymać jedynie mieszkańcy tej krainy. No, chyba że znajdzie się ktoś wystarczająco odporny.
Zastanawiała się chwilę. Rayman zdał sobie sprawę, że osunął się na ziemię. Pomyślał, że zaraz zamknie oczy ze zmęczenia, a wtedy na pewno nie wywinie się śmierci…
- Tylko po co ja ci to mówię? – usłyszał po chwili – Z resztą, i tak już jesteś jedną nogą w grobie. Zastanawiam się…
Urwała. Nagle dało się słyszeć odgłosy biegu. Czyjś cień wynurzył się zza wielkiego, uschniętego drzewa. Rayman nie zobaczył kto to. Zamknął oczy, i stracił świadomość.

Shadow upadła na ziemię. Otworzyła oczy, i ujrzała rudą dziewczynę w niebieskiej sukience, która groźnie patrzyła na nią z góry.
- Jeszcze ci mało? – warknęła dziewczyna – Nie wystarczają ci szkody, jakie dotąd wyrządziłaś?
- O co ci chodzi? – wrzasnęła Shadow.
- Domyśl się – wyszeptała.
Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków i odwróciła się do niej plecami. Shadow od razu wstała, i rzuciła się na nią pragnąc jej zguby. Ona jednak nie dała jej tej satysfakcji, tylko wypuściła w jej kierunku dużą, żółto-pomarańczową kulę światła. Shadow krzyknęła z przerażenia – nigdy nie widziała tak potężnego źródła energii w swojej własnej krainie!
Rozpłynęła się w powietrzu. Po chwili dziewczyna usłyszała:
- To jeszcze nie koniec!
I wszystko umilkło.
- Tak, jasne.
Podeszła do nieprzytomnego Raymana i zarzuciła go sobie na plecy, po czym udała się w drogę powrotną.

Rayman otworzył jedno oko. Potem otworzył drugie, i stwierdził, że ma dobre samopoczucie. Usiadł i się rozejrzał. No tak, ktoś wyniósł go z tych bagien. Tylko czy to możliwe? Może dalej tam tkwi, Shadow wzięła go jako zakładnika, albo coś…
Nagle sobie coś przypomniał. Nie mógł być u Shadow, to był ich statek. W dodatku na sąsiedniej pryczy leżał Globox.
- Globox? – zapytał cicho – Hej, przyjacielu!
Nie ruszał się. Rayman nabrał pełnych obaw. Usiadł i ponownie się rozejrzał, a to co zobaczył go przeraziło. W kącie siedział Clark, ciężko dysząc. Ly siedziała w fotelu obok, z ręką na temblaku, karmiąc Murfy’ego, który był poważnie poturbowany i leżał w mniejszym łóżeczku. W największym łóżku leżała trójka Teensienów, którzy na pewno spali. Do pokoju raz po raz wchodziła Berta, w stroju pielęgniarki. Kiedy ponownie wyszła, przetarł oczy i szepnął:
- Czy mi się to śni?
Ly i Murfy chyba go usłyszeli, bo spojrzeli w jego stronę.
- Rayman! – powiedziała cicho Ly. Jej głos był zachrypnięty – dopiero teraz spostrzegł, że na szyi ma coś w rodzaju bandaża.
Murfy przewrócił się na drugi bok, i wybąkał coś o spaniu.
- Chyba powinieneś iść zobaczyć się z Ichigo – powiedziała wróżka.
- Dobrze, ale co tu się stało? – zapytał zaniepokojony Rayman.
- Ray, ona wszystko ci opowie. Ja na prawdę nie jestem w stanie… – powiedziała i zaczęła kaszleć. Gestem ręki wskazała drzwi.
Rayman powoli wstał i wyszedł z pokoju, rzucając ostatnie spojrzenie na Globoxa. Po drodze minął się z Bertą, która szepnęła mu do ucha:
- Drugie piętro, pokój trzeci. I bądź cicho, jeśli łaska.
Uśmiechnęła się, i odeszła.
Rayman wciąż nie wiedział o co chodzi, więc najszybciej jak mógł pobiegł do wskazanego pokoju. Powitała go Ichigo, również szeptem.
- Zamknij drzwi, to pogadamy normalnie.
Ray wypełnił polecenie i zapytał prosto z mostu:
- Ich, co tu się wydarzyło?
Ichigo przez chwilę myślała, po czym odrzekła:
- Nasłała na nas Krondraka.
- Kogo? – zapytał Rayman – Słuchaj, może opowiedz od początku…
- Dobrze. Zaczęło się od tego, że poleciałeś za Shadow na bagna. Szybko poradziliśmy sobie z Cieniami, więc stwierdziliśmy, że trzeba ci pomóc. Razem przekroczyliśmy granicę krainy, i wszyscy poczuli się nieswojo, poza mną.
Rayman pomyślał, że to pewnie ona go uratowała. Poczuł jeszcze większy przypływ sympatii do Ichigo. Znów zaczął słuchał jej opowiadania.
- No i natychmiast z bagien wyskoczył Krondrak. Takie grube to to, ale piekielnie silne. Miał dwie pary nóg i parę rąk. I taką wielką mordę, jak się mu spojrzało w oczy z przodu, to nie było odważnego, który by się nie uchylił. No i zaczął nas atakować. Na to Ly do mnie: „Biegnij, sami sobie poradzimy, teraz tylko ty możesz uratować Raymana”. No to ja mówię „Dobra” i lecę. Ale po bagnach niosło się echo, słyszałam jak wszyscy wrzeszczeli, jak robił im krzywdę… – przełknęła ślinę – Zastanawiałam się, czy nie wrócić. Wtedy zobaczyłam, jak ranny Krondrak ucieka kilka metrów dalej, więc pognałam za tobą. No a potem spotkałam Shadow, walczyła z nią i wygrałam. Zaniosłam cię na statek.
- Poranił tylko Globoxa, Ly, Murfy’ego, Clarka i Teensieny?
- Wszystkich poranił – odparła smutno – Max, Sara, Berta i Narcyz byli najmniej poranieni, więc szybko się wyleczyli i teraz wszyscy pomagamy reszcie.
Milczeli przez chwilę.
- Skoro tylko ty możesz tam iść bez żadnego ryzyka…
- Zawsze jest jakieś ryzyko. Sama nie poradziłabym sobie na tych bagnach.
- Masz rację. Trzeba będzie obmyślić inny sposób.
Ichigo spojrzała na Raymana. Był wyraźnie strapiony tą wyprawą.
- Hej, będzie dobrze. Razem coś wymyślimy i damy radę Shadow – powiedziała.
- Mam nadzieję – odparł Rayman podchodząc do okna.
Ile jeszcze osób ucierpi? Czy damy radę tej misji? Skąd wzięły się Cienie na Eros?
Ichigo podeszła do Raymana i wzięła go za rękę.
- Będzie dobrze – powtórzyła.
- Wiem Ichigo. Wiem.