Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 listopada 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Po południu ze Skipperem było już wyraźnie lepiej. Gorączka odrobinę spadła, a pingwinek przestał telepać się z zimna. Teraz leżał baz życia w łóżku oddychając ciężko. Szczelniej przykryłam go kołdra i chciałam cofnąć dłoń, ale Skipper mocno złapał mnie za rękę.
- Zostań. - poprosił słabo.
- Zostanę. - obiecałam biorąc go za skrzydło i siedziałam z nim tak długo dopóki nie zasnął.
- Jestem! - krzyknął Kowalski zamykając za sobą drzwi wejściowe.
- Jak w szkole? - zawołałam z pokoju. Pingwinek spojrzał na nieszczęsny sprawdzian. Zawahał się. Miałam tyle innych zmartwień, nie chciał dodatkowo niepokoić mnie złą oceną. Wiedział, że to tylko odwlekanie sprawy na później, bo ktoś będzie musiał mu podpisać pracę, ale...
- W porządku. - odpowiedział w końcu. - Będę u siebie.
Przy obiedzie Kowalski był dziwnie markotny, nie miał apetytu i tylko rozgrzebywał kotleta na talerzu.
- Kowalski, stało się coś? - spytałam. Pingwinek tylko podniósł na mnie wzrok. Odkąd przyszedł ze szkoły praktycznie wcale się nie odzywał.
- Dzwonił do mnie pan Frankowski, mówił, że zasłabłeś na chemii. Powiesz mi co się stało? - poprosiłam. Kowalski zapatrzył się w talerz.
- Nic się nie stało, naprawdę. - odpowiedział. - Zakręciło mi się w głowie.
- Coś mizernie wyglądasz. - powiedziała,. - Tylko mi nie mów, że ty też będziesz chory. Zadzwonię do pani Oli i umówię cię na wizytę, dobrze? - Pingwinek pokiwał głową. Nie lubił wizyt w klinice, ale tym razem był spokojny. Chodziło o zły stopień ze sprawdzianu, a to na pewno nie była choroba.
- Przepraszam, nie jestem głodny. - powiedział Kowalski odkładając widelec i zsunął się z krzesła Zamyślony podreptał do swojego pokoju, ale w korytarzu zatrzymał się. Zastanawiał się, czy by nie pójść do Szefa, zapytać go jak się czuje, komuś w końcu powiedzieć o ocenie z testu, ale przywódca spał głęboko tuląc do siebie kocyk i na pewno nie miał siły na rozmowę. Pingwinek zamknął się w pokoju i od razu rzucił na łóżko. Zwykle miał głowę pełną opcji, sugestii i wyjście z każdej sytuacji, ale piekielny ból głowy, który zaczął go przed chwilą atakować nie dawał mu myśleć. Krzywiąc się podniósł się do pozycji siedzącej, przysunął do siebie laptopa i cichutko puścił sobie swój ulubiony ostatnio przebój radiowy "Poza logiką". nuty tej piosenki działały na niego uspokajająco i nawet nie zauważył kiedy oczy same mu się zamknęły.

- Skipper... - powiedziałam siadając na łóżku obok śpiącego pingwinka. - skipper, zjesz kolację? - pingwinek pokręcił przecząco głową i przewrócił się na drugi bok.
- Nie miałeś nic w dziobie od wczorajszego popołudnia. Musisz coś zjeść. Chociaż odrobinkę. - nalegałam.
- Ale tylko troszeczkę. - Skipper podniósł się do pozycji półleżącej. Bez słowa wsunęłam mu do dzioba łyżeczkę budyniu waniliowego. Przy trzeciej pingwinek odwrócił głowę.
- Nie chcę. - jęknął opadając z powrotem na poduszkę.
- A dasz sobie zmierzyć temperaturę? - spytałam. Skipper kiwnął głową i dał sobie wsunąć termometr do dzioba.
- Trzydzieści dziewięć i pół. - powiedziałam chwilę potem. - Coraz lepiej. Pingwinek nakrył się kołdra i odwrócił do mnie tyłem. Po drodze do kuchni zajrzałam do Kowalskiego. Naukowiec leżał tyłem do drzwi oddychając równo. Zasnął dobra godzinę temu zmęczony bólem głowy i w ogóle wszystkim.
- Znowu nie porozmawiamy. - westchnęłam.

Rano Skipper czuł się na tyle dobrze, że spokojnie mogłam go zostawić pod opieką Abigail. Dziewczyna troskliwie zajęła się chorym przyjacielem. Jeszcze zanim wyszliśmy z Kowalskim do przychodni wmusiła w niego naleśnika z serem i syropem klonowym (dobrym na gardło), zrobiła mu ciepłą herbatę malinowa i zmierzyła mu temperaturę.
- Trzydzieści osiem i siedem! - zameldowała posłusznie. Kiwnęłam głową.
- Dobrze, niech odpoczywa. Wątpię, żeby miał na to ochotę, ale nie pozwalaj mu wstawać. Przyniosę coś słodkiego z cukierni. - powiedziałam i razem z Kowalskim wyszliśmy z domu. Przez całą drogę do kliniki nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Kowalski nie odzywał się i nawet starał się na mnie nie patrzeć, a ja nie próbowałam zaczynać rozmowy.
W poczekalni nie było nikogo za to z gabinetu słychać było szczekanie i głos pani Oli. Kowalski usiał na krześle i zapatrzył się w sufit. Zdjęłam kurtkę i zrobiłam to samo. Minęło dziesięć minut i weterynarz wyszła z gabinetu, a z nią mężczyzna z dużym malamutem.
- Chodź Kowalski. - powiedziała pani Ola i pingwinek podreptał za nią. Weterynarz posadziła Kowalskiego na stołeczku, zmierzyła mu temperaturę i ciśnienie.
- Wszystko w porządku. - powiedziała. - nie wyglądasz mi na chorego.
- Bo nie jestem. - odpowiedział pingwinek.
- No to co się stało? - spytała weterynarz.
- Dostałem jedynkę z chemii. - zwierzył się Kowalski pani Oli.
- Ty? Nie wierzę. - pingwinek poważnie pokiwał głową. - Rozmawiałeś z Kasią?
- Nie. Ma teraz tyle innych zmartwień. Szef jest chory i... i w ogóle.
- Wszystko jest jak najbardziej w porządku. - powiedziała pani Ola wychodząc z Kowalskim z gabinetu. - Potrzebuje tylko większej ilości witamin i szczerej rozmowy. Podziękowaniem i razem z pingwinkiem wyszliśmy z kliniki. Szliśmy przez miasto nie odzywając się do siebie.
- Pójdziemy do księgarni? - spytałam mijając ulubiony sklep.
- Nie chcę. - odpowiedział smutno Kowalski. Z nim naprawdę działo się coś złego.
- Chodź ze mną. - poprosiłam. - Obiecałam Skipperowi komiks. - przepuściłam w drzwiach księgarni pingwinka, który od razu pobiegł do swojego ulubionego działu z literatura naukową. Wybrałam dla przywódcy komiks, coś do czytania dla siebie i poszłam do Kowalskiego, ale zatrzymałam się wpół drogi. Na półce stałą powieść, która już od dawna chciał mieć i to z autografem autora ("Gwiazd naszych wina" ). Bez wahania wzięłam egzemplarz do ręki i podeszłam do kasy.
- Kowalski, chodź! - zawołałam. Sprzedawczyni zapakowała mi zakupy do reklamówki, wydała resztę i razem z pingwinkiem wyszliśmy ze sklepu.
- Coś ciekawego w księgarni? - spytałam.
- Niespecjalnie. - odpowiedział pingwinek. - możemy już iść do domu? - chciał zaszyć się w swoim pokoju i nie musieć z nikim rozmawiać.
- Jeszcze tylko cukiernia. - powiedziałam przystając. - Idziesz ze mną czy poczekasz?
- Poczekam. - bez słowa weszłam do sklepu, a a pingwinek oparł się o ścianę budynku i zapatrzył w niebo. Znowu zaczynał padać śnieg. niedługo pewnie chwyci porządny mróz i będzie można iść na lodowisko.
- Chodź, możemy wracać. - powiedziałam. - Kupiłam ci sernik. - pingwinek rozpromienił się odrobinę.
- Dzięki. - odpowiedział. Resztę drogi do domu przeszliśmy w całkowitym milczeniu, a w drzwiach przywitała nas Abigail.
  • awatar Ludmiła & León: my love story ♥: Nie mogłam się doczekać rozdziału, jak go zobaczyłam to aż podskoczyłam z radości. *3* I nie zawiodłam się ani troszkę! Dobrze, że Skipper już zdrowieje.. ale martwię się o Kowalskiego. Czy jest twoim ulubionym pingwinkiem? ^.^ Abigail to przyjaciółka Kasi?? Nie było nic ciekawego w księgarni dla Kowalskiego? Wow.;o Pani Oli powiedział, a Kasi nie? ;c Rozumiem go trochę. Czekam na kolejny rozdział, i znowu będę Cię tym nękać. xD
  • awatar Kate - Writes: @Psy. Koty. Konie. I inne. ♥: Nękaj mnie nękaj. A puki co drobne wyjaśnienie. Tak, Kowalski jest moim ulubionym pingwinkiem. Abigail to przyjaciółka i wielka miłość Skippera z czasów młodości. Odnaleźli się po wojnie Duńsko-Amerykańskiej i dziewczyna mieszka z nami. To pingwinka, ma czarne włoski i szare, stalowe oczy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›