Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 listopada 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
W połowie listopada spadł pierwszy śnieg. I chociaż wiele razy przypominałam pingwinom, żeby się ciepło ubierać któregoś razu Skipper wybiegł na dwór bez szalika. Do domu wrócił mokry i przemarznięty. Pingwinek stał na podłodze w korytarzu nie mogąc zrobić kroku. Trząsł się z zimna, po piórkach spływała mu woda z roztopionego śniegu tworząc na podłodze dużą kałużę. Bez słowa przyniosłam z łazienki duży, puchaty ręcznik i otuliłam nim ulubieńca.
- Żebyś ty się tylko nie rozchorował. - powiedziałam kładąc go do łózka.
Na kolację było risotto z warzywami, które Skipper naprawdę lubił, ale dzisiaj siedział ze wzrokiem utkwionym w talerzu i bawił się widelcem.
- Skipper, wszystko w porządku? - spytała Abigail kończąc swoją porcję.
- Szefie - odezwał się Kowalski. - Źle się Szef czuje?
- Nic mi nie jest. - odpowiedział pingwinek pociągając nosem. - Przyłożyłam mu dłoń do policzka.
- Masz gorączkę. - powiedziałam. - Nic dziwnego, że nie masz apetytu. - pingwinek spojrzał na mnie zaszklonym wzrokiem.
- Pójdziesz się położyć? - spytałam. Skipper kiwnął głową i zsunął się z krzesła. - Połóż się u nie. Będzie ci cieplej. - dodałam.
Wieczorem, kiedy się kładłam, pingwinek ciągle drżał z zimna. Szczelnie otuliłam go kołdrą, przykryłam kocykiem i jeszcze mocno przytuliłam. W nocy Skipper nie mógł spać. Przewracał się z boku na bok, było mu na przemian zimno i gorąco. Nie bardzo mógł oddychać, po policzkach spływały dwie niekontrolowane strużki łez. Było mu słabo. Pingwinek mocno uczepił się mojego rękawa.
- Skipper - szepnęłam. - Coś się stało?
- Muszę do łazienki. -odpowiedział Skipper. Wygrzebałam się z pościeli, wzięłam pingwinka na ręce i poszłam z nim do toalety. Stanęłam pod drzwiami czekając aż zrobi co trzeba i martwiąc się, żeby czasem nie zemdlał.
Rano Skipper obudził się z bardzo wysoką gorączka, kaszlem i katarem. Leżał u mnie w łóżku owinięty szalikiem,przykryty kołdrą i kocykiem, a pomimo to drżał z zimna. Na szafce nocnej stało nietknięte śniadanie. Pingwinek nie miał nawet siły wyjąć chusteczki higienicznej Z pudełka leżącego obok. Usiadłam na łóżku obok niego, Skipper bez protestów dał sobie wsunąć termometr do dzioba. W drzwiach pokoju stanęła pozostała czwórka. Szeregowy miał łzy w oczach.
- Ile? - spytała Abigail kiedy minęłam ją w drzwiach.
- Prawie czterdzieści jeden. - odpowiedziałam. - Dzwonię po panią Olę.
Weterynarz przyjechała tak szybko jak tylko się dało i od razu zajęła się Skipperem. Zmierzyła mu temperaturę, ciśnienie, zajrzała do dzioba, poklepała po główce i wyszła z pokoju. Czekałam na nią w kuchni z filiżanką kawy. Pani Ola usiadła przy stole.
- Przeziębienie. - powiedział widząc moje spojrzenie. - Ciężkie, ale przeziębienie. Cieszmy się, że nic gorszego. Leczcie go domowymi sposobami. Dużo odpoczynku, dużo płynów i dużo miłości. - uśmiechnęła się do mnie. - A na gorączkę najlepiej rób mu okłady z lodu, są najlepsze. Co jeszcze? Zmuszaj go do jedzenia, nawet jeśli nie będzie chciał. Niedużo, ale musi jeść. No, będę lecieć. Zwierzaki mnie potrzebują. - weterynarz dopiła kawę.
- To znaczy, że Szef wyzdrowieje? p- spytał Szeregowy.
- Nie martw wie, twój Szef na pewno wyzdrowieje. - odpowiedziała pani Ola zakładając płaszcz. - Gdyby coś się działo, dzwońcie. Do widzenia.
- Do wiedzenia. - pożegnałam się. - Pomożecie mi zrobić obiad? - chłopcy pobiegli do kuchni, w korytarzu została tylko Abigail.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. - powiedziałam. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo. Bardzo chciała w to wierzyć.