Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 listopada 2014

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Powoli zbliżamy się do końca tej serii.

Rayman wyskoczył ze statku i stanął na ziemi. Szybko się rozejrzał, i oznajmił:
- Teren czysty!
Wtedy z wnętrza statku zaczęli wysypywać się wszyscy uczestnicy wyprawy. Rozmawiając i śmiejąc się narobili mnóstwo hałasu, i Ray musiał zatroszczyć się, by się uspokoili. Po chwili zaczęli rozglądać się nerwowo, czy nikt ich nie zauważył.
- No dobra, teraz powinniśmy zrobić jakieś oględziny, albo coś… zaraz, gdzie Ichigo?
Zanim zdążyli się zorientować Ichigo już wybiegła przed siebie.
Biegła udeptaną ścieżką, wśród wysokich traw i fioletowych kwiatów. Wysowie drzewa, które wyglądem przypominały brzozy, były o kilkanaście metrów wyższe, niż powinny być.
„Czemu wszystko jest tu takie przerośnięte i zmutowane? – pomyślała mijając olbrzymiego muchomora – chciałabym tu zamieszkać”
Rayman natychmiast rozkazał podzielić się na większe i mniejsze grupki, po czym wszyscy rozeszli się, by dokonać oględzin terenu. On zaś zabrał Globoxa i Ly na poszukiwania Ichigo.
- ICHIGO! – wydarł się Globox zmęczony marszem trwającym dziesięć minut – NIE CHOWAJ SIĘ PRZED NAMI! WRACAJ…
Nie skończył, bo Rayman i Ly zatkali mu usta rękoma i robiąc „ciii!”. Potem Ly wyprostowała się, i powiedziała:
- Słyszycie to?
- Co? To? Aaa, to tylko Ichigo się wydziera…
Rayman i Ly wytrzeszczyli na niego oczy i pobiegli w stronę, z której dobiegał wrzask. Po kilku minutach stanęli na polance, na której promienie słońca padały idealbie pod kątem prostym. Na środku zaś, rosła kępa krzaków. Nagle zatrzeszczały, a oni odskoczyli. Rayman odważył się podejść bliżej, i ostrożnie trącił palcem gałązkę…
- AAAA! – krzyknęła Ichigo wyskakując z krzaków.
- AAAA! – krzyknął Ray i Ly.
- AAAA! – wrzasnęło coś zza drzew.
Trójka uczestników wyprawy spojrzała po sobie. Ichigo oczywiście natychmiast rzuciła się w stronę drzew, a zaraz potem wróciła na stworzeniu przypominającym konia, które rzucało się jak byk. Ona sama wyglądała, jakby dobrze się bawiła.
Natychmiast zza drzew wyszły dwie wysokie postacie, i jeden koniopodobny stwór, z wystającymi kolanami i wielkimi przednimi zębami.
- Powiedzcie jej, żeby przestała – pisnęła przerażona postać o fioletowym umaszczeniu.
Rayman nie zastanawiając się co robi zwalił Ichigo ze stworzenia przucając pięścią.
- Ała! – zapiszczała Ichigo spadając na ziemię.
- Przepraszamy was – zaczęła Ly zwracając się do postaci – to się już nie powtórzy.
- Nic nie szkodzi – odpowiedziała druga postać.
- Jak się nazywacie? – zapytał Ray – Dopiero co przylecieliśmy, i poszukujemy tubylców…
- Znaleźliście ich – wtrąciła fioletowa postać.
- Możecie nam pomóc? – zapytała Ly.
- Oczywiście. Jestem Taco, a to Penny – odezwała się szaro-żółta postać – Zbierzcie swoich ludzi i przyjdźcie w to samo miejsce za godzinę.
Po czym cztery stworzenia oddaliły się.
- Nie wiem jak wy – zaczęła Ly – ale ja jestem trochę zaniepokojona tym bezceremonialnym pożegnaniem…
- Nonsens! – zapiała Ichigo – Chodźcie po resztę!
I znów rzuciła się w stronę statku. Globox, który właśnie się doczłapał zapytał:
- Nie mówcie, że musimy wracać – wydyszał.
- Dobra, nie powiem. Wezmę cię na barana – odrzekł Rayman odchodząc w stronę statku.
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Zdjęcie wysunęło mu się ze skrzydła. On próbował powstrzymać łzy napływając do oczu. Abigail byłą gdzieś tam, w zimnej Danii. Tym razem nie wahał się ani chwili. Zeskoczył z łóżka i po drabince pomknął do włazu. Na moment jeszcze odwróciła się i spojrzał na śpiących przyjaciół. Uśmiechnął się delikatnie na widok Szeregowego ściskającego swoją ulubioną maskotkę. Nie tym razem. Tym razem musiał działać solo. Przypomniał sobie ten dzień kiedy pierwszy raz zobaczył ją po stronie Duńczyków.
"Wyczerpany leżał na ziemi nie mogąc się ruszyć. Piórka miał szare i zakrwawione. Serce biło mu szybciej niż powinno, szeroko otwartymi z przerażenia oczami patrzył na dziewczynę stojącą naprzeciwko. Obok niej stał Hans przyciskając jej do skroni pistolet. Abigail ściskała w skrzydle pilot autodestrukcji.
- Abigail... - szepnął nie mając siły na nic więcej.
- Przepraszam Skipper. - odpowiedziała mu dziewczyna i nacisnęła czerwony guzik. Siłą wybuchu odrzuciła go w tył. Dookoła pełno było dymu. Zamknął oczy czekając na śmierć."
Wspomnienia uderzyły w niego po raz kolejny kiedy szedł opustoszałymi o tej porze ulicami Nowego Jorku. Do tej pory pamiętał wyraz jej oczu kiedy musiała zrobić coś do czego nie byłą zdolna i ten jej cichy głosik szepczący "Przepraszam Skipper.". Potrząsnął głową chcąc uwolnić się od powracających myśli. Był taki rozdział w jego życiu, o którym nie wiedzieli nawet przyjaciele. Musiał teraz złapać najbliższy lot do Danii. Miał szczęście, bo samolot stał już na pasie startowym. Było ciężko, ale w końcu dostał się do środka i zmęczony skulił się w luku bagażowym między walizkami.