Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 października 2014

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Dobra – powiedział Rayman chodząc po holu Rady Rusałek – manele spakowane?
- Tak jest! – wykrzyknęli wszyscy zgromadzeni.
- Jaki jest nasz cel? – zapytał przeszywając ich wzrokiem.
- Eros!
- Co mamy zrobić?
- Wykonać zadanie!
- Damy radę?
- Tak! Damy radę!
Rayman życzliwie spojrzał na wszystkich swoich przyjaciół; była tu cała jego ekipa, poza Kamilą, oraz Ly, Clark, Murfy, Globox, Tily i trójka Teensienów. Wszyscy mieli na plecach plecaki, okryci byli pelerynami podróżnymi - ogólnie rzecz biorąc byli gotowi do długiej podróży.
- Ruszamy – rzekł Rayman i otworzył wrota.
Na zewnątrz powitały ich gromkie oklaski i krzyki Rozdrożan. Wszyscy przybyli, by pożegnać swoich bohaterów. Gdy już każdy wymienił uścisk dłoni, lub wyściskał bliskich, stworzenia rozstąpiły się, tworząc przejście na statek. Specjalnie dla drużyny Raymana został on wyposażony w ogromne ilości jedzenia, nowe uzbrojenie i dopalacze.
Gdy już wsiedli na pojazd zaczęli machać Rozdrożanom na pożegnanie. Wiedzieli, że żegnają się z tym miejscem na wiele tygodni, może nawet miesięcy…
Statek odpalił. Powoli wznosił się w powietrze, aż w końcu wzleciał tak wysoko, aż zniknął w chmurach.
Zgromadzeni westchnęli i zamarli. Teraz jedynie mogli mieć nadzieję, że nic nie stanie się podróżnikom na tej obcej, nieznanej…

- …Planecie! Cudownie, wreszcie jakaś przygoda, wyzwanie, zadanie…
Tily skakała po całym pokładzie. Była prze szczęśliwa, ponieważ pierwszy raz była na prawdziwej misji. Ly od kilku minut biegała za nią, próbując ją uspokoić. Clark stanął za sterami, Murfy zajął się nawigacją, a Teensieny miały w razie ataku objąć wartę przy działach. Reszta dziewczyn gospodarowała w kuchni, a chłopcy zajęli pozycję majtków. Rayman zaś przewodził wszystkim, od czasu do czasu sprawdzając, czy wszystko gra.
Kiedy Ly udało się uspokoić małą wróżkę podeszła do kapitana stojącego samotnie na dziobie i wpatrującego się w rozciągające się przed nimi niebo.
- Hej. Wszystko gra? – zapytała zatroskana wróżka.
- Co? A, tak. Patrzę tylko… chmury oglądam. Ładne, i w ogóle…
- Daj spokój, przecież widzę, że coś cię gryzie.
- Tęsknię. I tyle.
- Aha. Czyli nie mogę ci pomóc?
- Nie, raczej nie.
Nagle usłyszeli trzask, i odwrócili głowy. Na środku pokładu stała dziewczyna. Była podobna do Raymana i jego przyjaciół. Miała długie rude włosy i zielone oczy z długimi rzęsami. Rozglądała się ciekawie po statku i stworzeniach się jej przyglądających. Nagle powiedziała:
- Cześć! Jestem Ichigo. Ermengarda przysłała mnie tu na miejsce Kamili.
- No to pięknie – powiedzieli Ly i Rayman, kiedy wszyscy wybuchnęli śmiechem i otoczyli zdumioną Ichigo.

W tym samym czasie Ermengarda wpatrywała się w kryształową kulę. Obok niej siedziała dziewczyna z długimi brązowymi włosami i piwnymi oczami, również wpatrując się w ten obraz.
- Może być? Czy przesadziłam?
- Nie, skąd – odpowiedziała Ermengarda – Myślę, że znakomicie zastąpi Kamilę.
Przez chwilę milczały, obie wpatrując się w kulę. Po chwili rozległ się odgłos otwieranego zamka.
- Rodzice wrócili! – powiedziała szeptem dziewczyna – O nie!
Do pokoju wpadł chłopczyk niskiego wzrostu, podobny do dziewczyny. Ermengarda wstała.
- Cicho, spokojnie, zaraz ci wszystko wytłumaczę, ale obiecaj, że nie powiesz nic rodzicom!
- Dobrze – odparł oszołomiony.
- Posłuchaj, to ja już znikam, nie chcę cię wpędzić w kłopoty – powiedziała szybko Ermengarda, i zniknęła.
Zaraz potem do pokoju weszła niska kobieta w okularach.
- Kasia, Kuba, coś się stało?
- Nie, nic – odparła szybko dziewczyna i razem z bratem poszli przywitać się z rodzicami.

Lisa weszła do komnaty ubrana w swoją najlepszą, zieloną suknię, a zaraz za nią podążała Kamila podobnej, niebieskiej sukience. Siedziało tam już kilka trolli, a pod ścianą leżały ich maczugi.
- Coś mi się zdaje, że to będą ciężkie negocjacje – szepnęła Kamila do Lisy, kiedy obie usiadły.
- Oj, tak – westchnęła Lisa i zerknęła ukradkiem na stwory – Ciężkie i długie…
 

abc.atlant
 
Nowy Jork. Kwiecień 2012r.
siedział na łóżku nad otwartą książką o sztuce wojennej. Chłopcy spali już od dawna, ale jemu nie pozwalały spać wspomnienia. W skrzydle ściskał czarno-białą fotografię przedstawiająca młodą, śliczną dziewczynę. Abigail. w jednej chwili stanęło mu przed oczami ich pierwsze spotkanie w Teksasie.
"Dziewczyna stałą do niego tyłem. Była drobna, miała długie niesforne włosy. Nagle odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. Właśnie to go urzekło. Te jej stalowoszare oczy. Jednym ruchem głowy odrzuciła grzywkę opadającą na oko i podeszła do niego.
- Jestem Abigail. - powiedziała wyciągając do niego skrzydło.
- Skipper. - przedstawił się on. - Stany Zjednoczone, armia amerykańska.
- Ja też. - odpowiedziała ona.
- Przepraszam za śmiałość, ale nie jesteś...
- Co? Za drobna, za delikatna, za słaba do wojska? - w jej oczach błysnął gniew - Dam sobie radę.
- Nie to miałem na myśli. - Abigail odwróciła się słysząc wołanie na kolację.
- Spotkamy się jeszcze? - spytała. Kiwnął głową.
- Na pewno. - odpowiedział. Dziewczyna przez ramię posłała mu całusa i szybkim krokiem poszła w stronę stołówki. on ciągle stał w miejscu. Był jak zaczarowany, czuł, że na policzki wypływa mu rumieniec. Wiedział, że w jego los na zawsze wplotła się ta dziewczyna."