Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 października 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Wigilia Narodzenia Polokusa minęła Rozdrożanom spokojnie i przyjemnie. Wszyscy zgromadzili się w Radzi Rusałek. Były tańce, uczta, składanie życzeń i rozdawanie prezentów. Wszyscy również byli pod wrażeniem bohaterstwa Globoxa, który uratował małego, czarnego kotka od pewnej śmierci wyciągając go ze szczeliny w Żelazowych Górach. Choć niektórzy byli lekko zdziwieni, bo Globox kategorycznie zabronił wyciągania go z klatki, z której od czasu do czasu dobiegały przekleństwa…

Rayman siedział sam u siebie w domu. Święta już się skończyły i wszyscy wracali do normalnego trybu życia. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Tak? – powiedział Rayman otwierając drzwi, jednak nikogo nie zobaczył.
- Na dole! – zapiszczał czyjś piskliwy głosik.
Rayman spojrzał w dół i ujrzał Anemona.
- Cześć malutki, no chodź do mnie…
I wziął Anemona na ręce. Weszli do domu, a stworek zaczął popiskiwać.
- Co jest? – zapytał go Rayman.
- Mam kłopot – zwierzył się mu Anemon – Mój opiekun jest odrobinę przeziębiony, nie ma się nim kto zaopiekować.
- A kto jest twoim opiekunem?
- Da… ee… tata Kamili – odpowiedział zakłopotany.
Gdyby Anemon powiedział, że jej ojcem jest Dark nie wiadomo jak Ray by zareagował.
- Aha. Ale zaraz, gdzie jest Kamila?
- Ermengarda ją wezwała. Chyba ma dla niej jakieś zadanie.
Ray się zasmucił. Mówiła mu coś o tym, jednak sądził, że tylko żartuje. No i chciał się z nią pożegnać…
- Mógłbyś się nim zająć? – zapytał Anemon.
- Hmm, tak, myślę że tak.
- Świetnie. Tylko że on wolałby, abyś przychodził do niego. Ma swój własny domek, którego woli nie opuszczać. Tam czuje się najlepiej, i w ogóle nie lubi się spotykać z innymi.
- Okej. Kiedy mam do niego przyjść?
- Najlepiej zaraz. Nie najlepiej się czuje.
Ray zamrugał i chwycił Anemona i swój plecak.

- To miło, że zgodziłaś się pomóc mamie. Jest ostatnio bardzo zajęta. Chyba szykuje się armagedon, apokalipsa, albo coś podobnego, bo bardzo rzadko ją widujemy – mówiła zdawkowym tonem Lisa.
- Aha, czyli „armagedon i apokalipsa” są czymś normalnym?
- U nas? No raczej.
- Aha.
Kamila przez chwilę pomyślała o Raymanie, ale natychmiast odgoniła tę myśl. Ermengarda prosiła, żeby nie myślała teraz o przyjaciołach, bo mogłoby to zaważyć na jej misji.
- To gdzie będziemy negocjować z tymi stworzeniami? – zapytała po chwili.
- Tu, w pałacu. Dobra, to tutaj. Przyjdę po ciebie za dwie godziny.
- Spoko.
Kamila poczekała, aż Lisa się oddali, po czym zamknęła drzwi na zamek i powiedziała:
- No pięknie. Trzy miesiące bezczynnego siedzenia w pałacu, z daleka od… wszystkich. Mam tylko nadzieję, te negocjacje nie potrwają dłużej…

- Puk, puk? Ee, panie… Nemo, nie powiedziałeś jak się nazywa.
- Mów do niego per panie tato Kamili, będzie zadowolony – odrzekł Anemon – Poza tym, nie masz nic lepszego do roboty, tylko wymyślać zdrobnienia do mego imienia?
- Jak by ci to tu powiedzieć… – zaczął Ray – …no, chyba nie mam. Od jakichś sześciu miesięcy nie mam.
- Ha ha ha. Uśmiałem się. Właź tam i nie marudź.
Rayman zachichotał i otworzył drzwi. W łóżku ujrzał postać, która niezwykle mu kogoś przypominała. Mimowolnie ściągnął brwi i przybrał surowy wyraz twarzy, Dark natomiast wydawał się przestraszony i zdziwiony.
- Ee, posłuchaj, nie mogłem nikogo innego znaleźć – zaczął się tłumaczyć Anemon spoglądając raz na niego, raz na Raymana, który ku jego wyraźnej uldze wyglądał już normalnie.
- Panie tato Kamili, mogę tak do pana mówić? – zapytał patrząc podejrzliwie na Darka.
- Tak – zachrypiał mag wciąż wystraszony obecnością Raymana i możliwością zdradzenia swojej tożsamości.
- Dobrze, dziękuję panu. Mogę w czymś pomóc?
- Anemon! – zachrypiał ponownie.
- Słucham panie? – zapiszczał przerażony stworek.
- Nie zniosę tego, to się nie uda!
- Musi… musi się udać…
- Co się nie uda? – zapytał Rayman wciąż spoglądając na niego podejrzliwie.
- Raymanie, muszę ci się do czegoś przyznać.
- Nie musisz! – zapiszczał znów Anemon – Pomyśl czym ryzykujesz!
- Cisza! – zawołał normalnym głosem Dark i zaczął kaszleć.
Rayman otworzył szerzej oczy i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Mr Dark wciąż kaszlał, a Anemon skakał po całym pokoju.
- Wody… wody… – wychrypiał.
Anemon miotał się po całym pokoju poszukując wody.
„Jedyne miejsce, w którym można zdobyć wodę to strumyk…” – pomyślał Rayman i powoli wyszedł z domku.
Po chwili przyśpieszył kroku, a następnie zaczął biec. Wciąż starał się zapanować nad natłokiem myśli. Im bardziej przyśpieszał, tym lepiej mu to wychodziło. Po kilku minutach dotarł nad strumyk i wyjął z plecaka słoik. Nabrał w niego wodę i udał się w drogę powrotną, a im bardziej zbliżał się do celu, tym bardziej zwalniał…
Gdy dotarł na miejsce Mr Dark wciąż dusił się przez kaszel. Anemon wyrywał sobie sierść z ogona. Rayman powoli podszedł do maga i podając mu słoik rzekł:
- Mr Dark… przyniosłem ci wodę.
Mag spojrzał na niego ze szczerym zdziwieniem i wziął od niego wodę. Wypiwszy ją przestał kaszleć i opadł na poduszki. Rayman Wziął Anemona na ręce i posadził go na fotelu, a Darka okrył kołdrą i poprawił mu poduszkę. On zaś spojrzał na niego i wysapał:
- Dziękuję. Dlaczego to robisz?
- Hej, nie podważaj mojej dobroci, bo się jeszcze rozmyślę – odparł Rayman.
- Proszę… nie mów nikomu. Nie zostawisz mnie? Proszę…
- Pożyjemy, zobaczymy. Teraz nie mogę cię zostawić. Nie w takim stanie.
Mr Dark przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, po czym powiedział:
- Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego po tobie. Prawdziwy z ciebie bohater Raymanie.
Ray po raz pierwszy od przybycia do jego domu się uśmiechnął. I choć miał tysiące powodów, by odejść i nigdy nie wrócić, został – jak na prawdziwego bohatera przystało.