Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 października 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Hej. No, mam dla was dobre wieści. Z przeprowadzką nareszcie koniec! Znowu jestem z wami i postaram się nadrobić zaległości w nowych rozdziałach. A i jeszcze taka mała zapowiedź. W piątek czyli w Halloween nie będzie opowiadania o Raymanie.

Globox siedział w fotelu przed kominkiem i raz po raz zerkał w okno. Jego dzieciaki wyszły nacieszyć się śniegiem, którego jeszcze nikt (no, prawie nikt) z mieszkańców Rozdroża Marzeń nie znał. Uglette krzątała się w kuchni, a on nie miał co robić. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Ja otworzę! – krzyknął Globox do żony i pospiesznie udał się do holu.
- Witaj Globox – powitała go uśmiechnięta Ly – jakiś problem?
- Cześć, chciałem tylko pogadać – odpowiedział.
- Chyba coś cię trapi – powiedziała wróżka, gdy weszli do salonu.
- Tak, właśnie o tym chciałem pogadać.
- Czyli?
Ly była bardzo ciekawa, co tym razem jest przyczyną zmartwień jej przyjaciela, ale starała się tego nie okazywać. Globox odetchnął i zaczął mówić:
- Chodzi o Raymana.
- Coś z nim nie tak? – zapytała natychmiast zaniepokojona.
- Nie, wszystko gra. Chodzi mi tylko o to, że teraz spędzamy mniej czasu. Już nie przyjaźnimy się jak dawniej – dodał z nutką goryczy, którą wróżka natychmiast wyczuła.
- Znalazł swoich przyjaciół…
- Nie widział ich od wielu lat! – wpadł jej w słowo Globox.
- …No właśnie, a nas widywał codziennie od… praktycznie odkąd pojawił się tutaj.
- Ale mi go brakuje – powiedział przygnębiony, robiąc najbardziej rozpaczliwą i bezradną minę, na jaką było go stać.
- O rany… – mruknęła sama do siebie -… czy on myśli, że ja mu w czymś pomogę? Mam odciągnąć od nich Ray’a?
- Ly!
- Tak?! – zapytała wystraszona wróżka.
- Kurcze blaszka, ciszej… – zaczął Globox -… bo Uglette zaraz tu przyleci.
- No tak, przepraszam – powiedziała speszona.
- Mogłabyś mi doradzić? – zapytał z nadzieją w głosie – Brakuje mi go, chcę żeby wrócił! – dodał zbuntowanym tonem.
- Globox, mi też go brakuje… owszem, teraz mniej czasu spędza z nami, ale to przez nawał pracy. Dopiero co ich odzyskał, chce odnaleźć dom, i jeszcze te święta i Ramazonki, no i on i Kamila…
- Co? – zapytał Globox.
- No… Ray chyba chce ją poprosić o chodzenie… z resztą ona też jest w nim zabujana, to widać.
- Aha – odpowiedział bezbarwnym głosem – To ja może… – zawahał się -…pogadam z innymi kumplami?
- Rany, a masz innych przyjaciół? – zapytała Ly, zanim zdążyła ugryźć się w język – Przepraszam, to było…
- Spoko, nie gniewam się – odparł szybko Globox – Dzięki. Pomogłaś mi. Teraz wiem, że nie należy denerwować się tym, że Rayman ma nowych przyjaciół, prędzej czy później wszystko się ułoży i znów będziemy najlepszymi kumplami…
- Globox…
- Co?! – zawołał.
- Zniszczyłeś książkę.
Globox spojrzał na podartą książkę. To było ulubione dziełko Uglette. Rękopis, drugiego takiego nie dostanie… Ly chyba to wyczuła, bo szybko poskładała książkę za pomocą zaklęcia.
- To może ja już pójdę… – powiedziała wstając z fotela.
- Taak, dzięki za rozmowę, i za książkę też.
- Nie ma sprawy.
Ly szybko wyszła, a Globox wrócił na fotel. Odprowadził ją wzrokiem i upewniwszy się, że Uglette nie ma w pobliżu, powiedział na głos:
- Co to, to nie! – myślał przez chwilę, a potem powtórzył – Co to, to nie! Nie będę tracił przyjaciela przez dziewczynę!
Znów się zamyślił, tym razem na dłuższą chwilę.
- Idę do mojego przyjaciela… no dobra, kumpla… no okej, znajomego. NO DOBRA! Mam dosyć, idę do Andy’iego…

Globox skradał się po Radzie Rusałek. Podszedł akurat do drzwi bez klamek i postanowił je kopnąć, czego skutkiem był ból stopy. Kiedy skończył już skakać na jednej nodze, wbiegł na drzwi, które otworzyły się bez najmniejszego oporu. Globox przeturlał się po schodach i wylądował na brzuchu. Po chwili gdzieś z góry rozległ się czyjś skrzekliwy głos:
- Ooo, palant przyszedł. Co cię tu przygnało, szukasz kuponów rabatowych na sok śliwkowy?!
- Cicho Andy. Chcę cię wyciągnąć.
Andre znieruchomiał. Potem wytrzeszczył na niego wielkie oczy, a następnie zaśmiał się szyderczo.
- Ach tak?! A co cię skłoniło do tego niecnego czynu?
- Zaraz niecnego! – zapeszył się Globox – Rayman jest zajęty dziewczyną i nie mam się z kim spotykać.
- Znaczy totalna olewka? – zapytał Andre łagodniejszym tonem.
- Ta, coś w tym stylu. Jak obiecasz, że nie uciekniesz gdy cię wypuszczę, to… cię wypuszczę.
- Wiedziałem, że jesteś głupi, ale że nie aż tak! – zarechotał Andre – Jak tak to zgoda. Na razie nie ucieknę.
- Super! – ucieszył się Globox i odtańczył swój taniec deszczu – Zabiorę cię w klatce, udawaj kota…
- CO?! – zawył ponownie Andre.
- …przynajmniej przez trzy dni! Muszę być z rodziną na świętach.
- A potem?
- Potem mogę coś zełgać. Wyjadę na camping, mam nową misję, cokolwiek!
- Coraz bardziej mi się podoba twój tok rozumowania… – powiedział Andre.
- Czyli co? Idziesz ze mną?
- Miał…

- Globox, głuptasku, czemu to zrobiłeś…
Ermengarda znów była w tym samym miejscu, o tej samej porze. teraz jednak, ukryta między drzewami wpatrywała się w szklaną kulę. Dokładnie widziała przebieg rozmowy Globoxa i Andre.
- Czyli jednak przepowiednia się sprawdzi… – szepnęła - …oby była miła – dodała, ponownie wpatrując się w dwie dziewczyny. Tym razem podążyła za jedną z nich, z nadzieją, że gdy przyjdą ciężkie czasy okaże się doskonałą opiekunką dla Raymana…

Kurcze, aż mi głupio jak piszę o Ermengardzie. W ogóle ta cała sytuacja mnie krępuje, ale to szczegół. Przez ten przypływ weny wszystko sobie uporządkowałam. Andre nie ucieknie od Globoxa, przynajmniej jak sam mówił, na razie. Po świętach wyprawa na Eros. A następnie Andre znudzi się picie mleka i zabawy wełenką i zacznie wariować, przez co Rayman ściągnie razem z nim na Ziemię… Szczegóły potem.