Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 13 października 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Króliki wrzuciły Narcyza i Bertę do zatęchłej celi w podziemiach swojej bazy. Narcyz szybko podniósł się z ziemi i pomógł wstać Bercie.
- Tak się kończy zadzieranie ze słodkimi króliczkami, złotko.
Nie odpowiedziała. Zamiast się przejmować obeszła kilkakrotnie pomieszczenie i oznajmiła
- Ale tu fajnie!
- Fajnie? FAJNIE?! – Narcyz był oburzony – Metalowe łóżko, rozklekotana upiorna szafa, żarcie podejrzanej świeżości i zepsuty kibel! I zobacz – kopnął koniuszkiem buta rolkę po papierze toaletowym – skończyła się srajtaśma!
Berta zaczęła się śmiać.
- Daj spokój! Gdzie twój instynkt przygody?
- Zniknął dwie godziny temu.
- Ale z ciebie pesymista!
- Nie pesymista, tylko realista! Złapały nas jakieś popaprane króliki, o których wiadomo tyle co nic – wyliczał – nie wiemy co chcą nam zrobić i zamiast u Sssama jesteśmy tutaj! Jak niby tutaj mamy wypełniać naszą misję, co?
- Głupek – powiedziała pukając go w czoło – jesteśmy w ich bazie! Możemy się dowiedzieć wszystkiego! Nawet wydostać się możemy, w końcu mamy naszą magię, o której regularnie zapominamy!
Narcyz zrobił swoją mistrzowską minę wyrażającą niezadowolenie i machnął ręką. Potem machnął drugi raz, a potem jeszcze raz, i jeszcze jeden ostatni raz…
- Nic się nie dzieje – oznajmił ponurym tonem – są sprytniejsze niż myślałem. Hej, gdzie cię nosi?!
Berta stała przy otwartych drzwiach celi i rozmawiała z olbrzymim czarnym królikiem. Po chwili dygnęła i drzwi się zamknęły.
- Mamy wykonywać jakieś głupawe zadania. Ale jazda! Będziemy mieli wakacje!
- Wariatka… – mruknął Narcyz rozpakowując się na łóżku.

- Oto wasz pojazd. Jest to zrekonstruowany statek Brzytwobrodego.
- Dziękujemy Ermengardo – powiedziała Sara.
- Możemy już ruszać? - dodał Max.
- Tak, oczywiście. Powodzenia – odrzekła Ermengarda opuszczając hangar.
- Przygoda! – zaczęli wrzeszczeć wbiegając na pokład.
Max usiadł za biurkiem Brzytwobrodego przeszukując jego zawartość.
- Sara! Gdzie jesteś? Zobacz co znalazłem!
Sara weszła do pomieszczenia w przebraniu pirata, (a raczej piratki, o ile można to tak nazwać) na co Max wystawił głowę zza biurka i zagwizdał.
- Z czego się śmiejesz? – zapytał naśladując głos robopiratów.
- Coś ci się przyczepiło do brody – powiedziała podchodząc i zdejmując metalową brodę, która prawdopodobnie należała do admirała.
- No ładnie… poznajemy mroczne tajemnice przyszłości Brzytwobrodego. Dziś – sztuczna broda, co będzie jutro? Może okaże się, że nie był facetem?
- To by było wstrząsające przeżycie… – powiedziała Sara wciąż się śmiejąc.
- A skąd wytrzasnęłaś takie ładne ciuszki? – zapytał Max – Nie wiedziałem, że istniały robo-piratki…
- No to teraz wiesz. Ruszajmy wreszcie, bo za długo to trwa.
- Dobra. Ciekawe, jak sobie radzi reszta?
- Kamila, wybacz, nie mogę z tobą iść – tłumaczył się Globox – Uglette bardzo potrzebna jest teraz pomoc w domu.
- Spokojnie Globox – odparła – wiem, że gdyby ktoś miał wyruszać na pomoc Raymanowi ty byłbyś pierwszy.
- Czyli idziesz sama? – zapytał od niechcenia.
- Zabieram jednego zwierzaczka, ale wątpię, czy będzie ze mną cały czas.
- To dobrze. – odetchnął z ulgą - A co to za zwierzaczek?
- Taki goryl…
- GORYL? Może i dobrze, że nie idę…
Kamila zaśmiała się.
- Dobra, to ja już idę. Im szybciej wyruszę, tym szybciej go znajdę.
- Okej. Trzymaj się.
- Cześć.
Globox uśmiechnął się do niej niepewnie i zamknął drzwi. Kamila poszła do Małaka, by zapoznać się ze „zwierzaczkiem”. Po drodze zastanawiała się, gdzie zacząć poszukiwania. Zanim jednak doszła do jakiegoś sensownego wniosku dotarła do chatki. Drzwi otworzyła jej niska Teensienka.
- To pewnie ty jesteś Kamila. Wejdź, męża nie ma, wyszedł na spacer z Xowarem. Wejdź dziecko, szybciutko, upiekłam ciasteczka…
Utile wrócił dwadzieścia minut później, za to cały mokry z prze szczęśliwym gorylem. Zwierz otrzepał się i pobiegł do salonu przywitać się z żoną Teensiena. Kiedy zobaczył Kamilę zaczął warczeć jak pies. Na szczęście w porę wkroczył Utile i przedstawił ich sobie.
- Kiedy chcesz ruszać? – spytał Kamilę po wytłumaczeniu wszystkiego Xowarowi.
- Jak najszybciej, proszę pana.
- Dobrze. Xowar może od czasu do czasu oddalić się od ciebie, ale prędzej czy później się znajdzie. Nie martw się o niego.
„Tak jak myślałam” – pomyślała Kamila i powiedziała:
- To ruszajmy. Dziękuję panu i pani, do widzenia.
- Żegnaj! – pożegnali się z nią i gorylem domownicy.
- No chodź maluszku – zawołała- do Xowara, gdy zamknęły się za nim drzwi – idziemy szukać Raymana. Ale najpierw pójdziemy jeszcze do Murfy’ego, co ty na to?
Xowar zamachał głową posadził ją delikatnie na grzbiecie i z zadziwiającą szybkością dotarli do chatki.
- Łał, niezły jesteś… zaczekasz tu?
Xowar chyba jej nie dosłyszał, bo zaczął ganiać motyle wokół chatki.
- Nie ważne – powiedziała zmieszana i weszła.
- MURFY! JESTEŚ?!
- Mówiłem ci tysiąc razy, nie drzyj się tak! – zawołał zdenerwowany wlatując do przedpokoju.
- No dobra, już nie będę…
- Zawsze tak mówi…
- Murfy!
- No dobra, dobra! Czego chcesz?
- Gdzie powinnam zacząć szukać?
- Dziecko, a skąd ja mam wiedzieć takie rzeczy?
- Ech, może inaczej. Gdzie mógł ukryć się Dark Rayman?
- Gdzieś, gdzie nikt nie zagląda. Najpewniej w Żelazowych Górach, albo… chociaż, chyba nie.
- No co? Powiedz!
- Podobno w Najdłuższym Skrócie znajduje się sieć tuneli, ale nikt nie wie, gdzie dokładnie.
- Super! Zaczynam tam! – zawołała szczęśliwa – Dzięki!
- Porywasz się z motyką na słońce…
- Słyszałam to! – zawołała zza drzwi.
Murfy westchnął i wleciał na górę. Wyjrzał za nią przez okno, ale natychmiast od niego odskoczył. Wydawało mu się, że widzi ją wsiadającą na wielkiego goryla…
- Murfy, starzejesz się. – powiedział sam do siebie i poczłapał zaparzyć sobie herbaty.
  • awatar Bloody Angel: ale fajne :)
  • awatar SallyLou: zawsze czytam tu coś ciekawego :) świetny rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›