Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 października 2014

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Idziesz? Musimy się zbierać…
- Ale ja nie chcę… tu mi dobrze.
- Och błagam, od dwóch godzin wałkujemy ten sam temat!
Betilla uparcie usiłowała namówić Magica do opuszczenia Rozdroża.
- No to co? – zapeszył się Magic – Trzy dni temu twierdziłaś, że też nie chcesz odchodzić z tego miejsca.
- To było trzy dni temu – powiedziała rumieniąc się – poza tym Ermengarda nas potrzebuje.
Magic milczał, a Betilla postanowiła mówić dalej.
- Nie tęsknisz za swoją biblioteczką? Za spacerami po dziedzińcu i zabawach z Lisą?
Magik westchnął i powiedział:
- Pójdę po rzeczy.

Berta przechadzała się właśnie z Narcyzem nieopodal Bagien Przebudzenia.
- Lubisz to miejsce? – spytał ją cicho.
- Lubię. Ale tęsknię za domem. Musimy jak najszybciej wyruszyć na naszą planetę. – dodała po chwili.
- Wcześniej musimy znaleźć Raymana – powiedział poważnie – jesteśmy przecież przyjaciółmi.
- Tylko ciekawe, czy on jeszcze o tym pamięta… – westchnęła.
Narcyz nie wiedział jak ją pocieszyć, więc milczał.
- Słuchaj, a może skoro jesteśmy w okolicy odwiedzilibyśmy Sssama? – zapytała po chwili.
- Świetnie! – powiedział Narcyz – Na pewno się ucieszy.
Po chwili byli już przy drzwiach do jego chatki. Właściwie to nawet nie była chatka, tylko ogrodzony i zadaszony spory kawałek bagna – i wąskie pasmo ziemi dla gości. Tak jak się tego spodziewali Sssam był zachwycony ich wizytą.
- Jak miło wasss widzieć. Czujcie się jak u ssssiebie. – powiedział rozpromieniony.
Berta i Narcyz usiedli na pobliskim kamieniu i zaczęli rozmawiać z Sssamem.
- Widziałeś się ostatnio z kimś znajomym? – zapytała Berta.
- Właściwie to nie… za to nie zgadniecie kogo ssspostrzegłem!
- Kogo? – spytał czujnie Narcyz.
Od kiedy Rayman stał się zły zrobił się o wiele bardziej spokojny i zamyślony. Nawet przestał narzekać, co zdarzało mu się aż nazbyt często i zazwyczaj kończyło się kilkoma siniakami.
- Króliki… – zaczął niespokojnie, a Berta natychmiast mu przerwała.
- Co złego w królikach? To takie słodkie stworzonka…
- Nie chodzi mi o zwykłe króliki. One sssą jakieś zmutowane… mają czerwone oczy i wciąż ssssię drą… – powiedział z niesmakiem.
- Ile ich jest? – odezwał się nagle Narcyz.
- Dosssyć dużo, nie wiem ile dokładnie, ale na pewno sssporo. Wygląda na to, że ssstwarzają sssobie jakąś bazę.
- No ładnie – westchnęła Berta – Co rusz kłopoty. Na razie mamy na głowie tylko naszego najlepszego kumpla - który przeszedł na stronę zła - odszukanie rodzinnej planety - o ile w ogóle jeszcze istnieje - no i te porąbane króliki. Niezły wynik, co?
- Miej je na oku, dobrze? – poprosił Narcyz Sssama – Nie wiadomo, co im się roi w tych pustych łbach…
- Tak jessst! – odpowiedział zadowolony, że wreszcie ma jakieś zajęcie.
- A my lepiej pójdźmy powiadomić innych, żeby mieli się na baczności.
- O rany, Narcyz, ale ty jesteś! – Berta wciąż nie widziała problemu – Będziesz alarmował całe Rozdroże, bo widziałeś kolonię królików. Co w tym złego, że ktoś ma czerwone oczy i jest hałaśliwy…
- Dość dużo złego – odparł przygnębiony – wybacz Sssam… pora iść.
- Szkoda. Dziękuję ssserdecznie za wizytę. I wpadajcie częściej! – zawołał za nimi ze smutkiem machając koniuszkiem ogona.
„Mam złe przeczucia co do tych królików” – pomyślał i podpłynął bliżej do ogrodzenia.