Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 grudnia 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Nic ci nie jest? – zapytał Ray, strzepując śnieg z głowy przyjaciółki, teraz już właściwie dziewczyny.
- Nie, to tylko śnieg. Ale chyba mamy poważniejsze kłopoty – Andra wskazała przed siebie.
Dookoła ławki, na której siedzieli, ustawili się robo-piraci. Stali w kręgu, jeden przy drugim, z laserami wycelowanymi w Raymana. Tyle że… wyglądali inaczej niż zwykle. Mieli oczy świecące na czerwone, mocniejsze pancerze, rozkładane skrzydła na plecach oraz większe działka laserowe. Z szeregu wyszedł największy robot. Na jego klatce piersiowej pojawił się ekran z twarzą Brzytwobrodego. Robot żołnierz zaczął odtwarzać nagranie.
- Witaj, Raymanie – powiedział Brzytwobrody – Niemiło cię znowu widzieć. Skoro to nagranie się włączyło, to znaczy, że wpadłeś w moją pułapkę. Doskonale. Za chwilę zostaniesz rozstrzelany przez moje najnowsze roboty, Hunchmany X2000. Nie masz z nimi szans. No cóż… żegnaj.
Nagranie się urwało, a Hunchmany X2000 przygotowały się do ataku. Lasery zabłyszczały na czerwono.
- Dobrze wiedzieć, że za kilka sekund zostanie z nas mokra plama – jęknęła Andra.
- Nie tym razem – Ray naładował pięść.
I wtedy kilka rzeczy wydarzyło się równocześnie.
Roboty wystrzeliły z dział.
Andra wrzasnęła.
Rayman, zdekoncentrowany przez krzyk dziewczyny, nie trafił w żadnego przeciwnika tak jak zamierzał.
Ze śniegu wyskoczyło coś lub ktoś.
Zerwał się wiatr, a śnieg zasłonił wszystkim widoczność.
Ktoś zawołał ,,A masz, durny robocie!’’.
Inny głos pisnął z przerażenia.
Nagle wszystko dookoła ucichło.
Gdy śnieg opadł, Ray zobaczył stojących przed nim rodziców. Byli lekko ubrudzeni smarem z części robotów.
- Rayman, tak dobrze, że nic ci nie jest – Wilda chciała przytulić syna.
- Nie zbliżaj się do mnie – bohater Rozdroża gwałtownie się cofnął – Zostawcie mnie w spokoju. Idźcie stąd!
- Rayman, synku, chcemy ci tylko wyjaśnić…
- Już za późno na wyjaśnienia! O wiele lat za późno! Dajcie mi spokój!
- Ale, Raymanie…
- Nie! Nie chcę was słuchać ani znać!
Pobiegł w dół zbocza góry. Chciał znaleźć się jak najdalej od rodziców. Jak najdalej od wszystkich. Niech dadzą mu spokój, niech go zostawią. Tyle przez nich wycierpiał, nie chciał już więcej. Nie chciał już ich widzieć ani słyszeć. Po co? tyle lat dawał radę sam, nie potrzebuje opieki.
- Rayman, uważaj! – usłyszał głos Andry.
Spojrzał przed siebie. Zobaczył ostre zbocze. Nie zdążył wyhamować. Poślizgnął się. Próbował się zatrzymać, ale nie mógł. Zaczął się staczać z góry. Leciał ze śniegiem prosto na dół. W pewnym momencie się zatrzymał, uderzając głową o twardy kamień.
- Rayman! – krzyknęła Andra.
Zaczęła ostrożnie iść do przyjaciela. W oczach miała łzy. Bała się, że coś mu się stało. Serce biło jej kilka razy szybciej niż powinno. W gardle miała słony smak łez. W końcu dotarła do Raya. Leżał obok kamienia w niewielkiej kałuży krwi z rozbitą głową. Uklękła obok niego, nie mogąc już powstrzymać płaczu. Zdjęła swoją bluzę i spróbowała opatrzyć mu ranę.
- Pomocy! – nie wiedziała jakim cudem udało jej się tak głośno krzyknąć.
Położyła swoją głowę na piersi Raymana. Jego serce biło, ale prawie niesłyszalnie. Dlaczego? Dlaczego on? Dlaczego go nie powstrzymała? Dlaczego wydarzenia potoczyły się tak jak się potoczyły?
- Co się stało? – nagle obok niej stanęli Davin i Wilda.
Nie potrafiła odpowiedzieć, wciąż płakała. Już nie zwracała uwagi na nic dookoła. Nic oprócz Raymana nie było ważne. Nic jej nie obchodziło, tylko on. Co będzie dalej? Co z nim, co z nią, co z nimi? A co jeśli…?