Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rayman, Tily, Murfy, Shell, Andra i Zenk stanęli na skraju urwiska, znajdującego się w Mieście Rzeki. Przed nimi rozciągał się widok na wąwóz, dalej na las. Jeszcze dalej… nikt nie wiedział, co tam leżało. Trasa prowadziła prosto, cały czas prosto. Nie wiedzieli co ich czeka, ale wszyscy zdecydowali się na tę podróż. Każdy z innego powodu.
- Powinniśmy ruszać – zauważył głośno Murfy, wyrywając wszystkich z zamyślenia.
- Masz rację. Chodźmy – zgodził się z nim Ray.
Zeszli z urwiska. Ruszyli w kierunku wąwozu, w którym Rayman i Zenk znaleźli kiedyś żółtą puszkę mroklumów. Po niecałej godzinie marszu doszli do skraju lasu. Wtedy się zaczęło.
- Musimy tędy iść? – zapytała Shell.
- Coś nie tak z tą drogą? – spytała Tily.
- Oczywiście, że tak! Wiecie ile tam jest robali?! Nie wejdę do tego lasu.
- Przestań narzekać. Ja jestem od marudzenia. Nie odbierzesz mi tej roli, mowy nie ma! – zawołał Murfy.
- A ja myślałam, że jesteś od wnerwiania innych! – odgryzła się Shell – I kto tak właściwie cię tu zaprosił? Jesteś małą, wredną, głupią muchą!
- Przestań! Nie jesteś od niego lepsza! Nie miałabyś takiej fryzury, gdybyś nie spędzała całego dnia u fryzjera! – Andra też włączyła się do kłótni.
- Ej, wyluzujcie – Zenk spróbował rozładować atmosferę – Czy musicie…
- Nie wtrącaj się! – wrzasnęli wszyscy.
Wszyscy stanęli i kontynuowali kłótnię. Oprócz Raymana, który nie wiedział co robić
- Przestańcie! – krzyknął w końcu – Nikt wam nie kazał ze mną iść, jeśli chcecie zawrócić, to zróbcie to teraz.
Zaczął iść przed siebie. Reszta w milczeniu ruszyła za nim, nikt nie odważył się zawrócić.

Podróż przez las szła im w średnim tempie. Nikt się nie odzywał, ale mimo to atmosfera była przeładowana elektrycznością. Ray zdecydował, że następnym razem będzie podróżował sam lub tylko z Globoxem. Nie będzie kłótni i narzekań.

Późnym popołudniem doszli do polany, na której zdecydowali się zostać na noc. Każdy usiadł na innym jej krańcu. Rayman uznał, że trzeba zrobić coś, żeby pogodzić przyjaciół, który nadal byli na siebie wściekli. Niestety nie udało mu się wymyślić niczego sensownego.

Długa droga. Wciąż las. W końcu cel podróży. Patrzy przed siebie i widzi… pustkę. Zupełną nicość. Co to znaczy?
Andra przebudziła się. Był środek nocy, księżyc jasno świecił. Wszyscy inni spali. Czemu ten dziwny sen się jej przyśnił? I co miał znaczyć? Spróbowała się skupić, ale powoli zaczynała zapominać koszmar. Zaczęła chodzić po polanie z nadzieją, że uda jej się coś ustalić. Ale nic.
Dziewczyna weszła między drzewa. Lubiła lasy i nie wiedziała dlaczego. Weszła na największy dąb rosnący w okolicy i rozejrzała się dookoła. Z jednej strony było urwisko i Miasto Rzeki, a z drugiej jezioro na końcu lasu. Ześlizgnęła się po pniu i upadłą na zielony mech. Był wilgotny. Podobnie jak reszta ziemi.
- No tak, rosa – mruknęła Andra.
Ruszyła powoli do reszty. Nadal spali. Położyła się na swoim miejscu i postanowiła iść w ich ślady. Zasnęła po niedługim czasie.

I jak notka? Czekam na kilka komci.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›