Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Kto tam? – zapytała Tily zza drzwi.
- Rayman, otwórz.
Drzwi uchyliły się i wyjrzała zza nich twarz wróżki.
- O, to naprawdę ty – powiedziała – Chodź do środka.
Weszli do salonu. Meble w nim były z dzikich pnączy, dywan i zasłony z pajęczyn, ściany z kwiatów. Pokoik sprawiał miłe wrażenie.
- Co cię tu sprowadza? – spytała Tily, zakładając nogę na nogę.
Ray z trudem powstrzymał śmiech. Wróżka starała się zachowywać i mówić jak dorosła, chociaż miała tylko dziesięć lat. Nie chciał zranić jej uczuć, więc nic o tym nie powiedział.
- Przyszedłem, bo chciałem cię spytać czy wyruszysz ze mną na wyprawę – wyjaśnił.
- Jaką wyprawę? – w oczach Tily pojawiły się iskierki podniecenia.
- Chcę odnaleźć mojego ojca.
- A będzie niebezpiecznie, strasznie?
- Możliwe.
- Idę z tobą. Kiedy ruszamy?
- Pojutrze. Spotkamy się… w Lesie Czystych Liści. To ja już spadam.
Wyszedł z domku. Jeszcze raz mu się przyjrzał. Nadal był piękny, mimo braku prawowitej właścicielki. Ruszył w stronę Rady Rusałek. Ray był prawie pewny, że znajdzie tam Murfy’iego. Poczucie humoru i żarty przyjaciela często były głupie, ale Murfy posiadał wiedzę, która mogłaby być przydatna podczas wyprawy.
Budynek Rady, jak zawsze, pełen był teensienów wszelakich rodzajów, wróżek, rusałek i innych istot znających się na magii. Rayman znalazł Murfy’iego przy Sercu Świata. ,,Latająca encyklopedia’’ pomagał małakom w naprawie jakiegoś portalu. Widząc Raya, powiedział coś do teensienów, a następnie podleciał do kumpla.
- Cześć, jak leci?! – zawołał – O co chodzi?
- Hej Murfy – powiedział Rayman – Masz trochę wolnego czasu?
- Trochę, to znaczy ile?
- Jakieś dwa tygodnie, góra miesiąc.
- Co ty znowu planujesz, co? Kolejna wyprawa? – Murfy nie czekał na odpowiedź – Będzie super! Gdzie idziemy? Tak dokładnie, to jeszcze nie wiem. Chyba po prostu będziemy iść przez cały Świat Promieni, dopóki nie znajdziemy mojego ojca.
- To wyruszamy, żeby go odnaleźć?
- No właśnie. Pojutrze w Lesie Czystych Liści, ok.?
- Ok. na pewno będę. A teraz wybacz, małaki chyba sobie nie radzą. Czekajcie, nie tak!
Rayman wyszedł z budynku Rady. Powoli ruszył w kierunku Lasu Czystych Liści. Nie musiał się spieszyć, umówił się dopiero na pojutrze. Jednak na wszelki wypadek wolał tam być wcześniej. I tak chciał jeszcze skoczyć na Sklepienie, a właściwie na jego ruiny. Ruiny, które zrobiły się ze Sklepienia po wizycie jego i Globoxa ostatnim razem. Uśmiechnął się na myśl tego zdarzenia. Było to podczas jego ostatniej podróży, wtedy, kiedy robo-piraci powrócili…
Otrząsnął się z myśli  i ruszył dalej. Po drodze sprawdzał czy w szczątkach Sklepienia nie zostały jakieś pająki. Teren był czysty. Nawet kwiatki wyrosły.
Dotarł do Lasu Czystych Liści kilka godzin później. Znów poszedł do domu Globobxa, który biegał za dziećmi, jak zwykle. Nie udało mu się ich dogonić i stanął koło mostu, głośno dysząc.
- Ray, to znowu ty? – zapytał, gdy odzyskał oddech – Kręcisz się w kółko?
- Tak. Byłem u Tily i Murfy’iego, umówiliśmy się tutaj. Tylko pojutrze – odpowiedział Rayman.
- Trochę się pospieszyłeś z dotarciem tutaj.
- Wiem. Chcę jak najszybciej ruszyć. Po prostu muszę znaleźć mojego ojca.
- Ale nie spiesz się tak. Misja nie ucieknie.
- Pewnie masz rację. Ostatnio dziwnie się czuję. Ly odeszła, znalazłem rodzinę, Mag nas zdradził… Nie miałem nawet okazji wszystkiego spokojnie przemyśleć.
- Zdążysz – pocieszył go Globox – I przestań się tym wszystkim przejmować.      

I jak się podobało? Mam nadzieję, że bardzo. Chociaż mogło być trochę nudne. Ale ciekawie zacznie się robić od kolejnego odcinka. Macie moją gwarancję.
  • awatar Seiti: Nie potrafię Ci wybaczyć uśmiercenia Ly. Foch z przytupem.
  • awatar misao245: Super rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›