Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- 1,2, 3, 4 i 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7! – zawołał Cronky i kapela zaczęła grać.
Rayman, Andra, Shell i Zenk uczestniczyli w nagrywaniu kolejnej płyty Złotych Żarłaków. Erick miał dobry humor i im na to pozwolił. Wciąż nie byli przyzwyczajeni do nowego wyglądu Darlandy. Dziewczyna nie nosiła już czarnych ubrań, a blond włosy upinała w wymyślne fryzury. Od kilku dni oficjalnie chodziła z Cronkym. Była też o wiele milsza dla innych niż wcześniej.
- To by było na tyle – powiedział Erick, gdy skończyli grać – Świetnie wam poszło, z piosenkami Darlandy płyta na pewno odniesie sukces.
Muzycy zaczęli składać instrumenty, a Ray i reszta wyszli z sali.
- Nieźle grają – skomentowała Shell – Ciekawe kiedy dają koncert.
- Zapytaj Ericka – poradziła Andra.
- Dobry pomysł, ale nie mam na to czasu. Muszę wracać do domu, rodzice będą się wściekać. Zenk, Andra, idziecie?
- Jasne – odparł Zenk i otworzył tunel świetlny.
Poszedł pierwszy, a po nim przeszła Shell. Andra chwilę się wahała. W końcu uśmiechnęła się do Raymana i poszła za przyjaciółmi.
Ray przez chwilę rozważał możliwość odwiedzenia rodziców, ale szybko z niej zrezygnował. Ruszył do Rady Rusałek, żeby sprawdzić czy są jakieś nowe wiadomości. Liczył na to, że usłyszy coś, co pomoże mu zlokalizować Maga. Po drodze wpadł na Murfy’iego, lecącego z zawrotną prędkością.
- Raymna, jak dobrze, że jesteś! – Murfy był zdenerwowany – Mam koszmarne wieści!
- Mag wrócił i zaatakował Rozdroże?! – Ray był złej myśli.
- Mag, no co ty, to przecież trup. To jest znacznie gorsze. Twój ojciec przyjechał!
- Że co?!
- Twój ojciec cię szuka. Czeka w Radzie. I jeśli chcesz znać moje zdanie, nie był dla nikogo ani trochę miły. Lepiej szybko do niego idź, bo go wścieklizna trafi.
Bohater szybko pobiegł do budynku Rady. Swojego ojca znalazł siedzącego na krześle w jednym z korytarzy. Już z daleka było widać, że jest wściekły.
- Tato, co ty tu… – zaczął Rayman.
- W końcu jesteś! – wrzasnął Davin – Gdzie ty się szlajasz?! Zamartwiamy się z matką, że coś ci się stało, a ty bierzesz udział w głupich igrzyskach!
- Nie macie się o co martwić. Nie jestem już dzieckiem, potrafię o siebie zadbać. O innych też.
- Potrafisz dbać o innych? Ty? O Ly jakoś nie zadbałeś, pozwoliłeś, żeby zginęła. To przez ciebie ona nie żyje.
Ray nie wytrzymał i rzucił się na ojca. Szamotali się przez chwilę na podłodze. Davin odepchnął syna i wstał. Głośno dyszał.
- Co to za hałasy? – na korytarzu pojawiła się jakaś rusałka.
- Nic się nie dzieje. Ja już wychodziłem – Davin otworzył tunel świetlny i wrócił do Świata Promieni.
- W porządku? – spytała rusałka Raymana.
- Tak.
Wyszedł z Rady. Był wściekły. To nie jego wina, że Ly zginęła. To przez Maga. Przez jego zamiar zawładnięcia Rozdrożem. Przez jego ataki. Wszystko przez niego. Wszystko. Szybko szedł przed siebie. Chciał znaleźć jakieś odludne miejsce i wyładować swoją wściekłość na treningu. Był tak zdenerwowany, że nawet z robieniem pola siłowego nie miał problemów. Potrafił nadać mu różne kształty. Zupełnie nie czuł zmęczenia, jak przy wcześniejszych próbach. Czuł, że gdyby nagle znalazł się na Bloody Moon, potrafiłby przeżyć.
Zaczął czuć wyczerpanie dopiero po kilku godzinach ostrych ćwiczeń, ale i tak dalej trenował. Musiał być w jak najlepszej formie na wypadek gdyby Mag miał zamiar zaatakować. Wziął się w garść i ćwiczył przez całą noc. Dopiero nad ranem usiadł na chwilę, żeby odpocząć.
- Już zmęczony? – usłyszał znajomy głos.
Wstał i przygotował się do starcia z Magiem, który zmaterializował się kilka metrów od niego. Jak zwykle miał na ustach szyderczy uśmiech.
- Co powiesz na małą walkę? – zapytał.
- W końcu mam okazję, żeby cię pokonać – Ray strzelił w przeciwnika mocnymi kulami energii.
Mag zatrzymał je w połowie drogi.
- Poczyniłeś duże postępy. To dobrze, walka będzie ciekawsza