Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Następnego ranka Rayman czuł się już lepiej. Ból głowy minął i naszedł go poranny optymizm. Lekarze uznali, że już mu nic nie jest i pozwolili mu wziąć udział w kolejnych konkurencjach. Bohater udał się do Świątyni Ognia i Lawy, gdzie wszystko było przygotowane do zawodów. Nad lawą była przewieszona długa, wąska deska. Pod nią rozciągała się siatka, żeby nikt nie usmażył się w gorącej magmie. Zasada była prosta: spadniesz z deski, przegrasz.
Uczestnicy i widzowie zaczęli się powoli schodzić. Polokus ustalił kto z kim walczy i usiadł koło członków jury, dwóch małaków i wróżki. Skinął na gości od sprzętu, żeby rozdali uczestnikom broń, długie drewniane kije. Dał znak do pierwszej walki.
Ray był pierwszy. Miał walczyć z wysokim, zakapturzonym mężczyzną, który wszedł na jeden z końców deski. Poruszał się szybko, jak akrobata. Rayman stanął naprzeciwko niego. Chciał zacząć walkę, ale zauważył, że wszyscy oprócz niego i jego przeciwnika ,,zatrzymują się’’. Stali się nieruchomi jak skały.
- Tymczasowe zatrzymanie czasu – poinformował mężczyzna w kapturze – Nic im nie będzie. A tak w ogóle, witaj Raymanie.
- Kim jesteś? Skąd mnie znasz?
Mężczyzna zaśmiał się.
- Naprawdę mnie nie pamiętasz? Przecież zupełnie niedawno walczyliśmy na szczycie Wieży Leptysa – mężczyzna w końcu zdjął kaptur.
I wtedy Ray go poznał. Doskonale miał w pamięci przenikliwe oczy, lekki zarost i zmarszczone brwi Maga.
- Czego chcesz? – przygotował się do obrony.
- Zemsty, a czego innego. Niedługo się z tobą policzę, już na dobre. Pożałujesz, że wszedłeś mi w paradę.
Rayman strzelił w Maga silną kulą energii, a tamten tylko się zaśmiał.
- Nie możesz mi nic zrobić, nie jestem do końca żywy, jeszcze nie. Ale będę z małą pomocą pewnego eliksiru, więc do zobaczenia.
Rozpłynął się w powietrzu. W tej samej chwili widownia znów się poruszyła. Zupełnie nikt nie zauważył, że czas na chwilę stanął w miejscu.
- Gdzie twój przeciwnik, Raymanie? – zapytał Polokus.
- On chyba się rozmyślił – odpowiedział Ray. Nie mógł tak po prostu powiedzieć, że przed chwilą zobaczył swojego największego wroga, który groził mu zemstą.
- W takim razie muszę zmienić kolejność – oznajmił Polokus – poczekajcie dwie minuty.

Przez kolejne dni trwanie olimpiady Rayman był cały czas podenerwowany. Brał każdy szelest i cień za atak Maga. Nie wiedział, w którym momencie jego przeciwnik zamierza zaatakować i w jaki sposób. Wizyta w Sercu Świata, u Prorokusa też na nic się nie przydała. 1001 złoty lums nie wiedział nic o Magu. Ray nawet nie mógł nikomu się zwierzyć, wprowadziłby masową histerię. Tylko Ly by zrozumiała… Niestety wróżka nie żyła. Nie mógł się z nią skontaktować, nie wiedział gdzie obecnie znajduje się jej duch. Kiedyś powiedziała, że zawsze będzie przy nim, ale nie czuł jej obecności. Szkoda, bo bardzo by mu się teraz przydała przyjacielska pomoc od Ly.
Romyślał tak i szedł na Czarodziejską Polanę. Polokus miał tam urządzić zakończenie olimpiady, rozdać medale itp. Humoru nie poprawiła mu nawet wiadomość, że miał najwyższą ilość punktów ze wszystkich zawodników. Co z tego, że dostanie złoty medal, jeśli jego najgroźniejszy przeciwnik może być wszędzie?
Usłyszał szelesty za sobą. W ciągu sekundy przygotował się do obrony. Był pewny, że zaraz uderzy go Mag, tymczasem z zarośli wyszła Andra.
- A, to tylko ty – odetchnął z ulgą.
- Tylko ja? – zapytała dziewczyna.
- Myślałem, że… Zresztą nieważne.
- Co nieważne?
- Nic.
- Ray, przecież widzę, że coś jest nie tak. Ostatnio jesteś strasznie nerwowy, nawet się nie ucieszyłeś z wygranej. Zawsze byliśmy przyjaciółmi, możesz mi powiedzieć.
- Mogę ci zaufać? – spytał Rayman – Nikomu nie powiesz.
Andra kiwnęła głową.
- Nie zdradzam sekretów – powiedziała.