Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Zenk i Rayman kończyli wybierać deski na wyścig.
- Serio ich widziałeś? – zapytał Zenk – W Mieście Rzeki jeszcze ani razu się nie całowali.
- Dobra, przestań o tym gadać – przerwał mu Ray. Wybrał czarna deskę – Chodźmy na tor, za chwilę zacznie się wyścig.
Stanęli na linii startu. Reszta zawodników była już gotowa do rozpoczęcia wyścigu, m. in. Bun, Jason, Cronky, Had, Ricko, a nawet Tily i Felinda.
- Przygotować się! – zawołał Polokus z podium sędziowskiego – 3, 2, 1, jechać!
Zawodnicy ruszyli. Na prowadzenie szybko wyszli Ray, Ricko i Jason. Jechali równo, śnieg się sypał, deski pędziły, a zawodnicy dawali z siebie wszystko. Rayman wysunął się na prowadzenie i jako pierwszy dotarł do części kaskaderskiej. Prawidłowo przejechał przez wszystkie elementy toru przeszkód i wykonał wielki skok na rampie. Gdy wylądował, zobaczył linię mety, około pół kilometra od niego. Był już pewien zwycięstwa, ale nagle zahaczył o metalowy sznur rozciągnięty w poprzek toru, którego wcześniej nie zauważył. Uderzył w sznur i zgiął się w pół z bólu. Na dodatek jego deska gwałtownie się zatrzymała i wylądował w śniegu. Obok niego przejechali inni uczestnicy wyścigu. Wygrał Zenk.
Rayowi udało się jakoś wstać i dowlec się do mety. Przy końcu trasy zostało tylko parę osób, reszta poszła już na skoki bandżi.
- Rayman, co się stało?! – zawołał murfy na widok wlokącego się przyjaciela – Kto cię tak urządził? I czy wszystko gra?
- Nic mi nie jest. Po prostu wpadłem na metalową linę, którą jakiś dowcipniś zawiesił na trasie.
- To niemożliwe, tor był sprawdzany przed samym startem. Nikt nie mógłby nic tam zawiesić niezauważony.
- A jednak zrobił to – powiedział Globox – Chodź, Ray, musisz trochę odpocząć.
- Co za pech, będę musiał zrezygnować ze skoków na bandżi – mruknął Rayman – Chociaż chwila odpoczynku mi nie zaszkodzi.

Tymczasem na szczycie góry stali dwaj zakapturzeni mężczyźni. Wyższy miał laskę z kryształem i był półprzezroczysty jak duch.
- Dlaczego to zrobiłeś?! – prawie wrzasnął niższy – Mogłeś go zabić!
- Takim czymś? Nie sądzę – ,,duch’’ był bardzo spokojny.
- On jest jeszcze dzieckiem!
- Ma 14 lat. Przeżył rzeczy, od których inni by zginęli. Był dzieckiem sześć lat temu, gdy trafił na Rozdroże. Zresztą dziecko nie potrafiłoby pokonać André i Brzytwobrodego.
- No właśnie, pokonał ich, a nie powinien! Miałeś pilnować, żeby przepowiednia się nie spełniła! A jak widać, twój pomysł, przeniesienie go na Rozdroże, był zły!
- Tego przeznaczenia nie dało się powstrzymać. Wracajmy, mamy coś do załatwienia, pamiętasz?

Zapłakana Andra szła przez Pustynię Knaarenów. Zmierzała do torów motorowych. Było jej smutno. Rayman widział ją wczoraj z Bunem, a jednak nic nie zrobił. Plan, który wymyśliła Shell, żeby wzbudzić w Rayu zazdrość, zupełnie nie wypalił. No i Bun się wściekł, bo rzuciła go zaraz po pocałunku… Wyjęła z kieszeni chusteczkę i wytarła łzy. Czemu Rayman już jej nie lubi?  Kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi, kiedyś… było inaczej. Przez te kilka lat spędzonych na Rozdrożu Ray bardzo się zmienił. Stal się odważniejszy, bardziej odpowiedzialny i nauczył się walczyć. Na Rozdrożu nie było miejsca, w którym nie był, w którym nie walczył.
Dziewczyna przystanęła. Zdawało jej się, że usłyszała jakieś ryki. ,,To pewnie Knaareny wyją w swoich tunelach – pomyślała – W tunelach, z których nikt nie wyszedł żywy. Oprócz Raymana’’. Wróciła do swoich poprzednich myśli. Szkoda, że nigdy nie będzie dziewczyna Raya, bardzo by chciała, kochała go. Jednak najwyraźniej on jej nie. Życie to nie bajka, niestety. Gdyby tylko mogłoby być inaczej.
Knaareny znowu zaczęły wyć. Ich jęki rozniosły się po całej pustyni. Andra trochę się zaniepokoiła. Co jeśli w nocy potwory wychodzą z tuneli? Nie miałaby żadnych szans, zupełnie żadnych. Przyspieszyła kroku. Zdawało jej się, że piasek układa się w dziwne wzory. Co się z nią dzieje? Za chwilę wpadnie w histerię. Wzięła głęboki oddech i uspokoiła się. Wszystko w porządku, nie ma powodu do obaw. Ale czy na pewno?