Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Kiedy go skradziono? – spytał Ray, gdy teensienowie trochę się uspokoili.
- Pół godziny temu – odpowiedział jeden z małaków – Nie wiemy, kto to zrobił. W zasadzie mógł to być każdy.
- I nikt nie zauważył niczego podejrzanego
- To dziwne, ale nie.
- Kiepsko.
- Właśnie. Czy mógłbyś…?
Rayman westchnął. Kolejna misja, akurat wtedy, kiedy chciał trochę odpocząć. Niestety nie miał wyboru.
- Poszukam eliksiru.
Teensieni odetchnęli z ulgą.
- Panie przewodniczący! – do sali wleciała Taila. Było przy niej kilka innych wrózek – Sprawdziłyśmy wszystkie bagna, Jaskinię Złych Snów i Grobowiec Starożytnych. Ani śladu eliksiru i złodzieja. O, witaj, Raymanie.
- Szukajcie dalej – odparł przewodniczący – Rayman, idź z nimi.
- Już się robi.
Przez następne trzy dni Ray szukał z wróżkami eliksiru i ewentualnego złodzieja. Nie znaleźli zupełnie nic. Czasem tylko natrafiali na inne patrole lub grupy budowlane Polokusa. Duch świata najwyraźniej wcale nie przejął się kradzieżą i nadal przygotowywał olimpiadę. No, ale przecież nie trzeba się niczego bać, gdy jest się jedną z najpotężniejszych istot światów. Ogólnie rzecz biorąc na Rozdrożu Marzeń panował wyjątkowy spokój, a mieszkańcy terenów położonych daleko od Rady nie słyszeli zupełnie nic o eliksirze. Mówili tylko o olimpiadzie.
Po trzech dniach szukania grupa Raymana wróciła do miejsca, z którego ruszyła. Przewodniczący Rady Rusałek był niezadowolony z wyników patrolu, ale nic nie mógł zrobić. Ogłosił jedynie stan czujności. Poza tym mieszkańcy Krainy Snów bardziej przejmowali się olimpiadą niż kradzieżą śmiercionośnego napoju. Wszystko było im obojętne, oprócz wielkiej imprezy mającej się odbyć następnego dnia.
Wieczorem Ray znalazł chwilę, żeby odwiedzić rodziców. Wszedł do ich domu i od razu poczuł nieprzyjemny zapach. Przypominał mu odór eliksiru. Co jeśli… Nie, to niemożliwe.
- Rayman! – z kuchni wyszła nagle Wilda – Co tu robisz?
Miała na sobie fartuch upaprany brudnozieloną mazią.
- Wszystko w porządku? – spytał Ray.
- Oczywiście! – jego matka zamknęła drzwi kuchenne i weszła do salonu – Dlaczego coś miałoby być nie w porządku? A z tobą wszystko gra? Martwiliśmy się z ojcem jak zobaczyliśmy, że uciekłeś. Przez te kilka dni w ogóle się tu nie pojawiałeś.
- Byłem bardzo zajęty. Gdzie ojciec?
- Przetyka zlew w kuchni. I nie przejmuj się jego ostatnim zachowaniem, on po prostu się o ciebie troszczy.
- Dobrze. Chyba już będę szedł, jutro przyjaciele urządzają mi przyjęcie urodzinowe.
- Zapomniałabym!
Wilda podeszła do regału z książkami i zdjęła z niego szare pudełko. Podała je  Raymanowi.
- To twój prezent urodzinowy – powiedziała – Wszystkiego najlepszego.
Ray otworzył pudełko i wyjął z niego niewielki srebrny aparat cyfrowy.
- W końcu twój stary aparat nie działa od kilku lat. Nowy ci się przyda i nie potrzebujesz do niego kliszy.
- Dzięki – Rayman doczepił do aparatu smyczkę i powiesił sprzęt na szyi – Przyda mi się na letnią olimpiadę.
Pożegnał się z Wildą i wrócił na Rozdroże. Trafił na Ścieżkę Mocy. Ruszył w kierunku Czarodziejskiej Polany, gdzie miała odbyć się impreza. Najkrótsza droga prowadziła przez mocno zalesioną ścieżkę. Wybrał ją. Zaczął iść. Było całkiem ciemno, przez gęste liście nie było widać nieba. Ray nie bał się ciemności, ale czuł dziwny niepokój. Miał dziwne wrażenie, że ktoś za nim idzie. Gwałtownie przystanął i odwrócił się. Nie zobaczył ani nie usłyszał nikogo. Wzruszył ramionami i ruszył dalej.
- Rayman, zemsta jest blisko, nie uciekniesz, Rayman… – wycedził jakiś głos.
- Kto tu jest? – Ray przygotował się do obrony.
- Zemsta jest blisko, niedługo się o tym przekonasz, a potem zginiesz… Zemsta jest blisko… – powtórzył głos.
- Kim jesteś? – zawołał Rayman – Pokaż się i walcz! Czego ode mnie chcesz? – nie uzyskał odpowiedzi, tylko mocny cios w głowę. Upadł na ziemię.