Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rayman walczył z megapotworem od dobrych czterdziestu minut. Starał się utrzymać przeciwnika w odległości co najmniej kilku metrów od siebie. Nie chciał, żeby złapały go macki ośmiornicy lub odnóża pająka. Nawet nie wiedział gdzie potwór ma głowę. I nie chciał wiedzieć, gdzie mutant ma inne części ciała. W końcu, pięć minut później, przygotował energii i strzelił przeciwnika, który wylądował w rzece ścieków i gdzieś popłynął.
Bohater poszedł dalej. Tym razem biegł, żeby jak najszybciej znaleźć eliksir i wynieść się z tego miejsca. Dotarł do ślepego zaułku. Już chciał zawrócić, gdy jego uwagę zwróciły trzy otwarte groby. Zajrzał do każdego z osobna i stanął zszokowany. W grobach leżały trzy kamienne odlewy. Odlewy robotów i to nie byle jakich. Były to odlewy Brzytwobrodego, jego syna i jakiejś kobiety, też robota. ,,Czyżby Brzytwobrody miał żonę?’’ – pomyślał Rayman. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić pirata obściskującego się z jakąkolwiek dziewczyną.
Miał już iść, gdy zauważył coś dziwnego w grobie z odlewem pirata. Ze wstrętem przesunął kamienną figurę i zobaczył małą wnękę. Włożył do niej rękę i wyjął czaszkę z mętnym płynem w jej środku. ,,I jest eliksir’’ – pomyślał. Trzymając czaszkę w dłoniach (nie chciał jej wkładać do kieszeni), powoli ruszył z powrotem. Tym razem nie spotkał żadnych potworów, zupełnie jakby wszystkie przed nim uciekały.  Jedyny pająk, którego spotkał, uciekł po rzuceniu oczami na czaszkę z eliksirem.
Doszedł do granicy Grobowca Starożytnych w wyjątkowo krótkim czasie. Przeszedł między kratami i poszedł do najbliższego portalu. Znalazł się w Radzie Rusałek.
- Oto eliksir – Rayman podszedł do teensiena, który stał najbliżej niego.
Małak wziął czaszkę.
- Dobra robota – powiedział – Dobrze, że go znalazłeś, to bardzo niebezpieczny eliksir. Jego skutki mogłyby być nieprzewidywalne.
- To dlaczego go gdzieś nie wylejecie?
- Jest zbyt niebezpieczny. W niewłaściwych rękach może przynieść zagładę. Tworzyli go najgroźniejsi magicy, czarnoksiężnicy i czarownicy z Bloody Moon.
- Z Bloody Moon? Krwawego Księżyca?
- Tak. Stamtąd pochodził też nasz ostatni wróg, Mag.
Ray zamyślił się. Nie słyszał wiele o Bloody Moon, ale miał wystarczającą ilość informacji, żeby zdecydować, że nigdy się tam nie wybierze. Księżyc był bowiem zamieszkany przez  najgorszych zbirów znających magię we wszechświecie. Spędzali oni czas na potwornych knowaniach, tworzyli śmiertelne trucizny i zgłębiali tajniki czarnej magii. Z Bloody Moon nikt nie wrócił żywy. Nigdy. A Mag nie był najgorszym czarnoksiężnikiem na księżycu. Byli inni, groźniejsi. Nikt nie miałby szans w spotkaniu z najpotężniejszym z nich. ,,Dobrze, że nikt inny z Bloody Moon nas nie zaatakował’’ – pomyślał Rayman.
- Hej, Ray! – z zamyślenia wyrwał go Murfy. – Mieliśmy się spotkać wczoraj po południu, a ty polazłeś po jakiś eliksir.
- Nie jakiś, tylko…
- Wiem co to za eliksir! A tak na marginesie, twoja siostra poszła do siedziby Złotych Żarłaków i do tej pory nie wróciła.
- Wydaje mi się, że nic jej nie będzie, ale na wszelki wypadek sprawdzę.
- W środku nocy?! Erich cię zabije!
- Kto? – zapytał Rayman.
- Menadżer zespołu. Chociaż może cię wpuszczą, jesteś bohaterem. Idź już!
Murfy wypchnął przyjaciela za drzwi. Był zdenerwowany na Raya. Ojciec kumpla jakoś mu się nie podobał. Miał w oczach takie dziwne coś, a ton głosu nie wskazywał na sympatię do kogokolwiek. Lekki zarost i zaciśnięte usta też nie poprawiały wizerunku ojca Raymana. Murfy przeleciał przez kolejny korytarz. Cała ta sytuacja była dziwna. Ojciec Raya wyruszył, żeby go szukać, potem jego syn znajduje dom, wyrusza szukać taty, a tata sam się znajduje. Na dodatek spokojnie siedzi w salonie i popija herbatkę. ,,Będą z tego kłopoty – pomyślał Murfy – Jak zawsze. Z tego będą kłopoty, innej opcji nie ma’’.