Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Czyli wyruszyłeś mnie szukać zaraz po moim zniknięciu? – spytał po raz setny Ray.
Razem ze swoim ojcem (który miał na imię Davin) siedział w salonie i wciąż rozmawiał. Wilda już dawno poszła spać. Dochodziła pierwsza w nocy.
- A co miałem zrobić, jesteś moim synem.
- Tak.
To prawda, Davin był ojcem Raya. Ale coś w jego głosie nie dawało bohaterowi spokoju. Tylko co?
Rayman westchnął. Miał już dosyć ciągłej niepewności, dziwnych przeczuć i snów, których znaczenia nie znał. Kiedy to wszystko się skończy?
- O czym myślisz? – zapytał Davin.
- O niczym. Chyba już wrócę na Rozdroże. Jestem strasznie zmęczony.
- Po co chcesz tam wracać? Przecież masz tu pokój, możesz przespać się tutaj. W końcu to twój dom.
- Raczej wrócę na Rozdroże.
Ray otworzył tunel świetlny i przeszedł prosto do Świetlistych Lasów. Znalazł tam miłą polankę i zasnął.

W środku nocy obudziły go jakieś szelesty. Wstał i rozejrzał się. Na polanie pojawił się teensien.
- Co tym razem? Czy znów ktoś nas zaatakował? – zapytał Rayman.
- Nie – odpowiedział małak – Tym razem mamy dla ciebie jedno proste zadanie.
- Tak?
- Potrzebujemy eliksir, który znajduje się gdzieś w najmroczniejszej części Rozdroża.
- Czyli życiodajny eliksir od Jano. Skoczę szybko do Jaskini Złych Snów i przyniosę wam go do rady –Ray zamierzał już ruszać.
- To nie ten eliksir – zatrzymał go teensien – Eliksir, którego szukamy znajduje się gdzieś w Grobowcu Starożytnych.
- Starcie z zombiakami. Super. To ja już lecę.
- Tędy dojdziesz szybciej.
Teensien otworzył portal, po czym zniknął. Rayman przeszedł przez tunel i znalazł się przed wejściem do Grobowca. Jak zawsze, krążyły tam duchy, pająki, wszelakie widma i trupy-zombie. ,,Nie znoszę tego miejsca’’ – pomyślał Ray i przeszedł między kratami do środka (Grobowiec Starożytnych był otoczony kratami, żeby potwory nie mogły opaniować całego Rozdroża).
W środku ,,klatki’’ było wstrętnie. Na ziemi dawno już wyrósł grzyb, a metalowe trumny były mocno zardzewiałe. Z sufitu kapała jakaś ciecz koloru brudnozielonego. Zapach też nie był przyjemny. Pachniało tam zgnilizną. Rayman musiał torować sobie drogę między różnymi stworami. I tak póki co było znośnie, najgorzej było w głębszych obszarach Grobowca. Potwory, które tam mieszkały dawno się zmutowały i przeobraziły w megapotrory. Nikt nie miałby ochoty na bliższe spotkanie z nimi. Ray przypomniał sobie swoją pierwszą wizytę w tym miejscu. Wtedy jeszcze było ,,znośnie’’, o ile to w ogóle możliwe w takim miejscu.
Z trumny wyskoczył pająk i skoczył na Raymana. Reszta stworów też się ośmieliła i ruszyła w kierunku walczących. ,, Mam kłopoty’’ – pomyślał Ray. Zrzucił z siebie pająka i zaczął uciekać. Potwory ruszyły za nim i wciąż dochodziły ich nowe odmiany. Bohater Rozdroża przyspieszył. Przeskakiwał przez trumny i kałuże pełne ścieków, czasem strzelał w kierunku goniącej go gromady potworów. W końcu dotarł do skraju przepaści. Drugi skraj był oddalony od niego o około dziesięć metrów. Na dole płynęła rzeka ze ścieków, a mostu nie było widać. Ray cofnął się kilka kroków do tyłu, wziął rozbieg i skoczył. W połowie drogi włączył helikopter i opadł lekko na drugą krawędź. Spojrzał za siebie i zobaczył potwory uciekające w stronę, z której przybiegły. Uśmiechnął się i odwrócił od krawędzi przepaści. Wiedział już, co przestraszyło potwory, bo stanął oko w oko z megapotworem.