Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 16 listopada 2013

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Byli na dachu warowni.
Ray zaczynał się powoli przyzwyczajać do częstych utrat przytomności. Przesunął wzrokiem po dachu. Pirat starał się przytrzymać właz na dach.  Od drugiej strony ktoś mocno napierał. ,,Moi przyjaciele’’ – pomyślał Rayman i uśmiechnął się. Są świetni.
Tymczasem Tily wyważyła klapę piorunem. ,,Ma takie moce jak Ly’’ – pomyślał Ray. Przyjaciele byli już na dachu.
- Zostaw Raya w spokoju, głupi… robocie! – krzyknął Murfy.
Chciałoby się – pirat pociągnął Raymana na skraj dachu – Zbliżcie się, a go zrzucę!
Tily, Murfy, Zenk, Andra i Shell cofnęli się.
- Głupki! – zaśmiał się syn Brzytwobrodego – Pożegnajcie się z przyjacielem!
Odwrócił się do Raya, żeby go zrzucić z dachu, ale został kopnięty przez Zenka. Zatoczył się na środek dachu i potknął się o nogę Andry. Przewrócił się na twarz. Shell wbiła mu swoją spinkę w obwody. Pirat wstał, ale zdezorientowany i pociągnięty przez Murfy’iego, zleciał z dachu.
- I po sprawie! – Murfy spojrzał na wybuchające szczątki robota – Niezła z nas drużyna, nie?
- Wszystko w porządku? – Andra rozwiązała Raya.
- Nic mi nie jest – odpowiedział chłopak.
Spojrzał jej w oczy. Zobaczył w nich zatroskanie, ulgę i coś jeszcze. Ale co?
- Wiecie co? – zapytała nagle Shell – Odechciała mi się ta podróż. Nie wiemy co będzie dalej. Może nawet spotkamy kogoś gorszego od tego robota.
- Zaszliśmy tak daleko, mamy zawrócić? – Murfy też zadał pytanie.
- Tak, zawrócimy – odpowiedział Rayman.
- Co?! – wszyscy byli zdziwieni.
- Shell ma rację, dalsza podróż może być jeszcze bardziej niebezpieczna. A ja nie chcę was narażać. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś wam się stało. Wracamy. Później wyruszę jeszcze raz. Sam.
Spojrzał na przyjaciół. Mieli spuszczone głowy. Pewnie myśleli, że Ray chce się ich pozbyć, że tylko zawadzają. Jemu też zrobiło się smutno.
- Wracajmy – powtórzył ciszej.
Zaczęli iść w kierunku, z którego przyszli.
Niebo zaszło ciemnymi chmurami. Zbierało się na deszcz. Po chwili na ziemię spadły pierwsze krople deszczu. Po drugiej chwili wszyscy byli przemoczeni. Mogli się schować w warowni, ale nie chcieli. Doszli do jeziora. Ray i Zenk zbudowali coś w rodzaju szałasu, żeby mieli coś w rodzaju domu na noc. Ściemniło się szybko, z powodu burzowych chmur.
           
Andra nie mogła spać. Leżała między Shell i Tily i patrzyła na dach szałasu. Starała się nie ruszać, żeby nikogo nie obudzić. W pewnym momencie usiadła, bo zdrętwiały jej plecy od leżenia. Spojrzała na przyjaciół, wszyscy spali. Oprócz Raya. Wstała i cicho do niego podeszła.
- Nie śpisz? – zapytała.
- Czyli ty też nie? – odpowiedział pytaniem i gestem pokazał jej, żeby wyszli na zewnątrz.
Usiedli na nieco wilgotnym kamieniu koło jeziora.
- Są piękne – powiedziała nagle Andra.
- Hm?
- Gwiazdy.
Rayman spojrzał do góry.
- Układają się w inne kształty niż na Rozdrożu.
- Pewnie tak. A tak właściwie, gdzie leży Rozdroże Marzeń. Jest osobną planetą? Kontynentem lub wyspą na innej planecie?
- To wiedzą tylko teensieni. Raczej ci nie powiedzą.
- No a ty, jak myślisz? – spytała Andra.
- Sam nie wiem – odpowiedział Ray – Czasami wydaje mi się, że Rozdroże Marzeń leży poza czasem i przestrzenią, poza wszystkim. Wiesz, że przez niektórych jest nazywane Krainą Snów?
- Teraz już tak. Obie nazwy są piękne.
Przez chwilę milczeli.
- Nie jesteś zmęczona? – zapytał Ray.
- Trochę.
- Chodźmy spać. Oboje potrzebujemy odpoczynku.
Wrócił do szałasu.
- Tak, sen mi się przyda – mruknęła pod nosem Andra.